4 modele radzenia sobie ze stresem, presją i zamartwianiem się

Wyatt Woodsmall powiedział kiedyś, że największym błędem komunikacyjnym jest to, że albo traktujemy wszystkich tak samo albo każdego inaczej. Dowcipne i prawdziwe. To co działa na Ciebie nie musi działać na mnie, dlatego dziś – prawie jak w telezakupach – aż 4 modele w cenie jednego.

Poczytaj, potestuj, odrzuć to co nie działa i trzymaj się tego co skuteczne.

1) Model F-22: opisywany już przeze mnie wcześniej model stosowany przez pilotów US Air Force. Domyślam się, że kiedy lecisz z szybkością ponad 2 000 km/h nad strefą konfliktu wielkim kawałkiem metalu wyładowanym paliwem i materiałami, które łatwo wybuchają można poczuć coś na kształt stresu. Plus – masz już nieco mało czasu na rozmyślenia, dlatego to metoda stosowana głównie PRZED wydarzeniem.

Polega na wyobrażeniu sobie 3 scenariuszy i znalezieniu rozwiązania dla każdego z nich:

  • Co najgorszego może się wydarzyć – i jaki masz na to PLAN? (maksymalnie czarny scenariusz)
  • Co najlepszego może się wydarzyć – i jaki masz na to PLAN? (scenariusz idealny i życzeniowy)
  • Co może się wydarzyć w najbardziej prawdopodobnym przypadku – i jaki masz na to PLAN? (scenariusz zdroworozsądkowy)

2) Model SAS: znowu w nawiązaniu do strategii wojskowych, ten model (też już przeze mnie wcześniej opisywany) podał były komandos Andy McNab. Podobnie jak w modelu F-22 polega on na zadawaniu sobie pytań:

  • Co bym zrobił, gdyby nie obchodziło mnie co pomyślą sobie inni?
  • Co bym zrobił, gdyby konsekwencje moich czynów nie miały większego znaczenia?
  • Co bym zrobił, gdybym nie traktował tego osobiście?

Model ten ma na celu zmniejszenie lęku przed „umniejszeniem” – byciem krytykowanym, ocenianym czy ignorowanym w wyniku swojej „porażki”.

3) Model Byron Katie (zmodyfikowany): ostatnio oglądałem dokument „Fighting Fear” i te 3 pytania (tak, ponownie 3 pytania) pomogły wygrzebać się z głębokiego lęku surferowi po ciężkim wypadku. Facet pływał na światowym poziomie całe życie ale – jak to bywa – zdarzył się wypadek, który cudem przeżył bez paraliżu – nie licząc paraliżującego strachu przez surfingiem. Model opiera się na słusznym założeniu, że jedyny powodem stresu jest przeświadczenie, że czujesz coś więcej niż własne myśli. Mówiąc inaczej – czujesz własne myślenie. Trzy pytania:

  • Czy ta myśl jest prawdą?
  • Jak ta myśl sprawia, że się czuję?
  • KIM by był bez tej myśli?

To świetne pytania.

Po pierwsze, żadna myśl nie jest prawdą – myśl to myśl, konstrukcja mentalna. Myślenie o wypadku nie jest samym wypadkiem.

Drugie pytanie przenosi Cię do tego, co słabo przychodzi nam instynktownie – czyli przenosi Cię do zrozumienia, że to myśl jest generatorem emocji/odczuć – w tym wypadku lęku czy stresu. Tak bardzo – domyślnie – wierzymy w to co podrzuca nam głowa, że właściwie wszyscy zachowujemy się jak ludzie ze schizofrenią. Myśl to myśl, rzeczywistość to rzeczywistość. Nie można tego mylić.

Trzecie pytanie jest na dobrą sprawę hipnotyczne ponieważ wymusza wyobrażanie sobie tego, czego jeszcze nie ma. Zwróć uwagę, że ono nie brzmi: „Co bym zrobił?” tylko idzie głębiej, do poziomu tożsamości – „KIM bym był?” Pobudza do wyobrażenia nowego siebie-samego (nawet zgrabnie mi się to napisało…)

4) Model Intencji Paradoksalnej – świetny model, tym bardziej, że jest idealny W TRAKCIE, kiedy np. poprzednie modele nie zadziałały albo zadziałały nie dość mocno. Albo kiedy jest już za późno i jesteś w „czerwonej strefie” gdzie droga hamowania jest dużo bardziej wydłużona.

Mówiąc inaczej – jest Twoim spadochronem zapasowym. Pomysł jest prosty i wynika z częstej prawdy – im bardziej się starasz, tym gorzej Ci wychodzi oraz, tego, że najlepszym sposobem na spieprzenie podświadomej strategii są próby wymuszenia jej z poziomu świadomego.

Jak się domyślasz polega on na tym, żeby wzmacniać swoje negatywne myśli, emocje i odczucia pompując je do poziomu absurdu. Celowo, w świadomy sposób, próbować przerodzić strach w przerażenie, myśli o wypadku w absurdalną fabułę. Uproszczając – zachowujesz się jak bokser w ringu, który po otrzymaniu ciosu mówi: „Tylko na tyle cię stać? Chcę więcej! Postaraj się bardziej!”

Jeśli lubisz zamartwiać się w każdej wolnej chwili – wyznacz sobie całą godzinę, usiądź i zamartwiaj się do woli. Pod jednym warunkiem – podczas tej godziny nie możesz zajmować się niczym innym. Z obrzydzeniem odrzucaj każdą pozytywną czy neutralną myśl.

Jąkasz się? Czas zacząć jąkać się na serio! Masz jakaś kompulsję? Nie ma sprawy, zwiększ jej częstotliwość do absurdalnego rozmiaru. Czerwienisz się albo pocisz nadmiernie? Postaraj się to wymusić. Daj z siebie wszystko!

Pozostaje mi życzyć miłego stresowania się.

Najnowszy program „BEZWSTYD” już jest!
Zobacz zwiastun:

BEZWSTYD zapewni Ci 3 rzeczy:

  1. pozwoli Ci poznać Twojego najważniejszego wroga (a jest nim WSTYD!)
  2. pozwoli Ci go zrozumieć
  3. pokaże Ci jak go skutecznie i szybko pokonać

Tylko tyle i aż tyle. Pokaże Ci, krok po kroku, jak przejść ze wstydu do odwagi i wolności.

W programie:

  • Czym jest wstyd i jak urabiało Cię społeczeństwo
  • Dlaczego narcyzm i megalomania są zaletami i jak je pobudzać
  • Dlaczego wszyscy jesteśmy psami Pawłowa i jak to wykorzystać na swoją korzyść
  • Ofiary, męczennicy i inne pokurcze – co charakteryzuje ludzi o niskiej samoocenie
  • Perfekcyjnymi i nadwrażliwymi czyli o ludziach sparaliżowanych przed wstyd
  • COMING OUT ze wstydu czyli jak się wam nie podoba to wypierdalać
  • Dowiesz się jak brzmi mantra dająca wolność i jak uwodzić samego siebie głosem
  • Sprawdzimy jak zakochać się w samym sobie – ze wzajemnością
  • Powiem Ci czym jest radosny sadyzm czyli jak urabiać siebie i innych z uśmiechem na twarzy
  • a na końcu to wszystko zgrabnie i elegancko podsumujemy i
  • dostaniesz ode mnie słowa modlitwy, która to modlitwa pomoże Ci urwać światu dupę…

To jak? Skoro wciąż tu jesteś, to rozumiem ze zaczynamy?

MP3 100 minut, w moim wykonaniu, natychmiastowy dostęp do programu!

Zostaw komentarz

3 Comments 4 modele radzenia sobie ze stresem, presją i zamartwianiem się

  1. Rafał Mazur 30 października 2014 at 21:54

    i raptem parę godzin później:

    „Ale [Ali] nie tańczył, tylko położył się na linach i przyjmował serie potężnych ciosów, między którymi obejmował Foremana i szeptał mu do ucha: „George, jestem bardzo rozczarowany. Nie bijesz tak mocno, jak mówili”. „Nagle zaczęło mi się zdawać, że może w tym szaleństwie jest jakaś metoda” – komentował Plimpton. W ósmej rundzie Foreman opadł z sił, był wycieńczony. Ali wyprowadził serię, która powaliła przeciwnika na deski.” gazeta.pl

    Reply
  2. Piotr 31 października 2014 at 14:44

    Dzięki za artykuł – jak zwykle w kilku prostych zdaniach docierasz do sedna – genialna umiejętność. WORK znałem, ostatnia metoda intrygująca, przypomniała mi się anegdota jak ojciec chciał oduczyć syna-nastolatka skrytego palenia papierosów po tym jak to już odkrył. Dał młodemu całą paczkę, żeby wypalił przy nim jednego za drugim, aż do „zrzygania” :) Efekt godziny zamartwiania się musi być podobny :)

    Reply
    1. Rafał Mazur 31 października 2014 at 14:58

      Dzięki Piotr.

      Ostatnia metoda jest moją – ostatnimi czasy – ulubioną. Mam pomysł na nowy artykuł, który będzie również dotykał tematu presji, stresu i strachu. Przewrotowo – nie bunt dla buntu – tylko dlatego, że większość gówna, które nam wkoło sprzedają nie działa. A mnie interesuje tylko to, co ma realną szansę się sprawdzić.

      Reply

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.