Nie widzi Ci się wizualizacja?

Jeśli żyjesz na tym świecie dłużej niż parę tygodni i rozumiesz w tym języku więcej niż parę słów, zostało Ci już powiedziane, jak ważne jest wizualizowanie sobie celu. Czyli wizualizowanie wizji końca. Masz wyraźnie i w rozmiarze ekranu IMAX wyobrażać sobie 5 z egzaminu z ekonomii (podskakujesz z indeksem z rękach, słychać podniosłą muzykę z Rocky’ego a reszta grupy patrzy z podziwem, kiwa głowami i bije brawo – jak na amerykańskich filmach tuż po zbawieniu świata).

Te wizje są różne w zależności od Twoich celów – wspólne są za to problemy z takim podejściem. Bo…

… nie każdy z nas jest dobry w wizualizowaniu. Ja mam z tym problemy, wiem, że inni mają również. To nie znaczy, że nie mogę tego zrobić – to oznacza, że jest to dla mnie dość trudne, dość ulotne i nie wiąże się z ryzykiem wizji tak żywej, że pomylę ją z rzeczywistością. Co wtedy?

… jaka będzie wizja końca kogoś, kto chce ciągłego rozwoju? Jaka będzie wizja końca kogoś kto chce być świetnym artystą albo przedsiębiorcą? Jak to sobie wyobrazić?

Nie wiem czy to zauważasz, ale jeśli mieszkasz na tej samej planecie Ziemia co ja, otacza nas spora dawka nieprzewidywalności i niepewności. Oznacza to, że wizualizując sobie milion $ nie wizualizujesz jednocześnie 2,5 milionów $. A kto powiedział, że w drodze po milion nie możesz wyhaczyć 2,5 raza więcej?

Osiąganie tego co chcesz nie oznacza osiągania wszystko co możesz osiągnąć. Osiągnięcie sztywnie określonego celu nie oznacza osiągnięcia potencjału.

Ilustruje to zabawne badanie – naukowcy zebrali ludzi w 2 grupach. Do grupy pierwszej należeli ludzie, którzy uznawali siebie za skrajnych szczęśliwców. Do drugiej – jak się już domyślasz, weszli skrajni nieszczęśliwcy. Obie grupy miały bardzo proste zadanie – policzyć dokładnie ilość zdjęć w dostarczonej im gazecie. Szczęściarze uporali się z tym średnio w kilka sekund. A nieszczęśnicy? Zajęło im to około 2 minut. Pytasz skąd ta różnica?

Otóż stąd, że dosłownie na drugiej stronie gazety wydrukowany był wielkimi 5-cio centymetrowymi literami napis zajmujący pół strony: „Przestań liczyć – W gazecie są 43 fotografie”.

Jaki z tego wniosek? Szczęśliwcy to ci, którzy są otwarci i rozglądają się za okazjami. Mówią życiu TAK. Nieszczęśnicy to ci, którzy mają klapki na oczach. Oni mówią życiu NIE. Życie rozumiem tu jako niewiadome i niespodzianki.

Jak to wykorzystać w wizualizacji?

Po pierwsze badania pokazują, że dużo lepszym podejściem nie jest wizualizacja celu, czyli wizji końca. Dużo skuteczniejszym sposobem jest wizualizowanie kroków do celu, czyli procesu. Im więcej w tej symulacji umieścisz elementów prawdziwych, którymi posługujesz się na co dzień, tym lepiej.

Jeśli więc chcesz zostać wybitnym malarzem, nie twórz wizji siebie w galerii w Nowym Jorku. Zacznij od wizji siebie zakładającego swoje buty i kurtkę, wychodzącego ze swojego mieszkania i idącego do sklepu by kupić zestaw farb, potem malującego pierwszy obraz w swoim pokoju, przy którejś z Twoich ścian, stojąc na swoim dywanie.

Nie zamykaj się w ściśle określonej dalekopespektywicznej wizji – po pierwsze masz dużą szansę że przestrzelisz. Po drugie możesz po drodze przegapić wskazówki – jak ci, którzy namiętnie liczyli zdjęcia w gazecie.

No dobra, ale wracając do tematu tych, którzy kiepsko wizualizują. Warto ćwiczyć, ale jeszcze bardziej warto zmienić kanał i zastąpić wizualizacje pisaniem. Napisz kroki procesu odręcznie. W trakcie zauważysz, że i tak wizualizujesz. Tym lepiej, że bez większego wysiłku.

Wizualizuj ile potrafisz ale pisz ile trzeba.

Swoją drogą wszystkim tym, którzy mogą lub nie za-bardzo-mogą wizualizować proponuje ćwiczenie, które Pressfield opisał w „Do The Work”. Zadaniem tego ćwiczenia jest zmniejszenie poziomu strachu i niepewności dzięki wyrobieniu w sobie umiejętności widzenia rzeczy, jeszcze nim je stworzysz:

Ćwiczenie: wyobraź sobie pudełko z przykrywką. Weź je do ręki. Otwórz – co jest w środku? Chodzi o to, żeby zawsze coś było w środku. Niezależnie od tego ile razy je otworzysz – coś ma być w środku.

„Mam niezachwianą wiarę w to, że w pudełku zawsze coś będzie”.

Ślepa wiara to duchowy element kreacji. Twoim najbardziej potężnym sprzymierzeńcem jest wiara w to, czego (jeszcze) nie można zobaczyć, usłyszeć, dotknąć, posmakować ani poczuć.”

Rafał mazuR

 

Zostaw komentarz

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.