O intencji, życiu z premedytacją i wyścigu szczurów

Play

A dziś, altruistycznie Wam służący Wujek Rafciak opowie o tym jak ustawiać swoją intencję, opisze strukturę skutecznego działania w realnym świecie a nawet podpowie, jak być górą w wyścigu szczurów a nawet niezależnie od niego. Swoją drogą – co za koszmarna metafora. Wyścig szczurów. Fatalna. Jeśli wypisujesz się z udziału, swoją nieporadność i lęk maskując obojętnością i „moralną wyższością”, przyglądasz się temu jak głupsi od Ciebie zyskują. Twoim kosztem zazwyczaj. Wszak nie jesteś szczurem, czyli stworzonkiem podłym i plugawym. No a jeśli bierzesz udział, to co, nagle stajesz się zapchlonym gryzoniem?

Skoro był Król-Jaszczur, to może być i Król-Szczur. Jacyś chętni?
Skoro był Król-Jaszczur, to może być i Król-Szczur! Jacyś chętni?

(Będę używał formy męskiej, ale wpis dotyczy kobiet, mężczyzn a nawet tych niezdecydowanych!)

Tak więc metafora wyścigu szczurów jest fatalna. W ogóle warto zwrócić uwagę swoje na metafory bo przechodzą one podprogowo. I jest prawdą – do pewnego stopnia – że Twoje metafory będą decydowały o Twoim życiu. Zatem polecam ostrożność. Bo jest różnica pomiędzy „wyścigiem szczurów” a sprawdzaniem i rozwijaniem swojej inteligencji emocjonalnej i społecznej. Prawda? Nagle ze szczura stajesz się oświeconym badaczem. To się nazywa przeramowanie, tak przy okazji. Jedna z ukochanym tajnych broni polityków. Ale o tym już przy innej okazji, bo mamy dziś sporo materiału do przerobienia.

Jakiś czas temu ktoś kogo dobrze znam napisał do mnie w związku z przykrościami, jakie spotykają tę osobę w pracy. Pracy w korporacji dodajmy. Akurat byłem w trakcie pisania posta o intencji i życiu z premedytacją – więc postanowiłem temat połączyć w kontekście pracy. Oczywiście nie musisz być na etacie – każdy znajdzie tu coś dla siebie. A dlaczego?

A dlatego, że jak już wielokrotnie wspominałem, życie jest rywalizacją (uwaga – metafora!), życie jest konfliktem (uwaga – metafora!) a nawet życie bywa wojną (uwaga – kolejna metafora!). Dodatkowo, jeśli nie jesteś tu pierwszy raz to wiesz, że nie zajmuję się tym jak być „powinno” tylko tym jak jest i jak byś chciał, żeby było. Niewiele rzeczy odbiera życiową skuteczność tak bardzo jak ciągłe życie w oparciu o to co być „powinno”.

Mijają wieki a nic się nie zmienia!
Mijają wieki a nic się nie zmienia! Ale teraz MASZ WYBÓR!

Niezależnie od tego czy wierzysz w Boga, bogów, siły wyższe, chaos, losowość czy też w nic nie wierzysz – świat ma totalnie w dupie co akurat Ty sądzisz, że być powinno. Nikogo to nie interesuje. I powiem więcej – Ciebie też nie powinno. Im bardziej otworzysz się na to co jest, tym większą skuteczność masz szansę osiągnąć. Słowo „powinno” jest naprawdę debilizmem i źródłem niemocy. Sprawia, że żyjesz w świecie iluzji krocząc nieuchronnie do świata fantazji. Mówiąc inaczej, zaczynasz być frajerem. Temat ten omówiłem w tym wpisie.

Tak więc, to co być „powinno” nie ma znaczenia. Ale znaczenie ma to, co Ty chcesz, żeby było. Jesteśmy tu tylko na chwilę, więc warto być świadomym swoich prawdziwych wartości (o czym nieco później), i przeżyć życie mając możliwie jak najwięcej radochy (i NIE mówię tu o autosabotażu i marnowaniu swojego czasu czy zdrowia) przy minimum kompromisów.

Tak więc, ważne jest to czego chcesz, a to czego chcesz wynika z tego, czego podświadomie pragnie nasz gatunek. Bo, musisz zapamiętać to na zawsze: struktura determinuje funkcję i nasza biologia jest przeznaczeniem a to oznacza, że – o, znowu metafora! – wyżej dupy nie podskoczysz. Przykro mi to stwierdzić, ale natury ludzkiej nie da się zmienić (ale dzięki temu możemy czerpać gotowe wzorce sprzed setek lat i zwiększać swoją skuteczność – widzisz, znowu przeramowanie!)

Jeśli nie może być przyjemnie, niech będzie chociaż korzystnie!
Jeśli nie może być przyjemnie, niech chociaż będzie KORZYSTNIE!

Tak więc 3 elementy, których pragniemy podświadomie to:

  • korzyść
  • wpływ
  • kontrola

Jak bardzo lubisz dostawać od życia po dupie? Jak bardzo lubisz tracisz to co już masz? Jak bardzo lubisz czuć bezradność patrząc jednocześnie jak inni zyskują? Nie za bardzo? Zatem korzyść została omówiona. Przy okazji korzyści ważne jest jeszcze to: wszyscy, powtarzam wszyscy jesteśmy egoistami. Światem NIE rządzą pieniądze, światem nie rządzi seks – światem rządzi interes własny. Ostatecznie, każda korzyść – nawet materialna – sprawdza się (lub ma się w zamyśle sprowadzić) do tego jak się będziemy czuli.

Zysk = przyjemność. Strata = ból.

Chcemy przyjemności i unikania bólu. Pod tym względem jesteśmy bardzo prymitywnymi istotami.

Tak więc korzyść to absolutne minimum dobrego samopoczucia. Musisz mieć odczucie (nawet jeśli masz to sobie wmówić, nawet jeśli to, czasowo, jedynie iluzja), że to co robisz i to co się dzieje jest dla Ciebie korzystne. Mówiłem o tym w tym filmiku. Dlatego, w czasie kłopotów, pomaga pytanie: Jakiej korzyści jeszcze tu nie dostrzegam?

Dlaczego chcesz postrzegać życie w kategorii korzyści własnej? A dlatego, że daje Ci to poczucie (a my wierzymy we własne odczucia, nawet jeśli kłamią), że masz wpływ. Czyli, że możesz kształtować swoje środowisko wewnętrzne (siebie) oraz środowisko zewnętrzne (świat, ludzie, wydarzenia). Bez tego, słowami ministra Sienkiewicza: „Chuj, dupa i kamieni kupa.” Szukanie korzyści bez percepcji wpływu oznacza bycie życiowym żebrakiem (i znowu metafora!).

Pozostaje nam kontrola – święty Graal życia. Czasami mamy jej dużo mniej niż nam się wydaje, czasami dużo więcej niż sądzimy, ale ważne jest to, że w przeciwieństwie do wpływu i korzyści, kontrola jest bardzo czarno-biała. Albo ją masz, albo jej nie masz. Tak samo jak nie można być trochę w ciąży, tak samo nie można mieć trochę kontroli. Albo trzymasz z ryj, albo nie trzymasz (nie zgadniesz, to była znowu… brawo, tak, metafora!)

No to supcio, robaczki moje ukochane, świętojańskie. Korzyść, wpływ i kontrola liźnięte. Swoją drogą – „Korzyść. Wpływ. Kontrola.” to nazwa mojego flagowego szkolenia dla firm – zainteresowani proszeni o szturm na formularz kontaktowy, w slajderze!

Na czym to skończyliśmy? OK, już wiem. Tak więc wspomniałem o tym, że życie to rywalizacja, konflikt a może nawet wojna. Bardzo męskie i agresywne metafory, prawda? Tylko po części, jako że w sukurs przychodzi nam cytat niejakiego Zhou En Laia, który parafrazując von Clausevitza powiedział, że:

Dyplomacja to kontynuacja wojny innymi środkami

I tym się właśnie w tym wpisie zajmiemy. Zajmiemy się tym, jak zostać dyplomatami – nie dosłownie, nie pracownikami MSZ, tylko ludźmi, którzy potrafią wygrywać wojny bez (swojej) krwi, flaków i potu. Zobaczymy jak ciut lepiej zrozumieć siebie i innych a potem odpowiednio sytuacją pokierować. Pasuje?

Czy te twarze mogą kłamać? Hm?
Mistrzowie ukrytych intencji, czyli czy te twarze mogą kłamać? Hm?

Wiemy już, że jedną z absolutnych podstaw jest pozbycie się słowa „powinno”. Nieważne jak być „powinno”. Jest jak jest, co więcej, skoro jest jak jest, to możemy sobie bezpiecznie założyć, że jest dokładnie tak jak być powinno. Czyli, że jesteś tam gdzie masz być, mając to co masz mieć, otoczony tym co Cię otacza. To Twój punkt wyjścia. Nie marnuj energii. Energię wykorzystasz na zarządzanie sobą i zmianą – a nie na pieprzenie o powinnościach. Czyli powrót z krainy frajerów do krainy Czarodziejów, ok?

Doskonale. Jedziemy dalej. Drugim elementem, którego musisz się pozbyć to Twoje „przekonania”. Jest ogromna różnica pomiędzy „przekonaniem” a empirycznym doświadczeniem. Bo jest różnica pomiędzy „uważam, że” a „wiem z doświadczenia”. Im masz mniej założeń, tym masz więcej siły. W tym sensie namawiam Cię do bycia absolutnie pragmatycznym: „Prawdą jest to co działa” jak mawiał William James a Nietzsche napominał, że „Przekonania są większymi wrogami prawdy niż kłamstwa.” Czyli – łącząc jednego geniusza z drugim wychodzi nam, że:

Przekonania są większymi wrogami skuteczności niż kłamstwa

I jestem absolutnie przekonany, że ten mój mix jest bardzo, ale to bardzo błyskotliwy. Nieprawdaż?

Tak więc, dochodzimy do lekko paradoksalnego wniosku, że jedną z podstaw zwiększania władzy nad sobą i światem jest bycie sceptycznym. Nie tylko w stosunku do tego co mówią i robią inni, ale przede wszystkim do tego, co czujesz Ty sam. Mówiąc inaczej, żeby bardziej sobie zaufać musisz przestać sobie ufać (czasowo!) by sprawdzić jakie automatyzmy sprawdzają się w realnym świecie a jakie są obciążającym Cię, zardzewiałym złomem.

Jeśli masz SWÓJ PROCES, to masz WIELKĄ PRZEWAGĘ!
Jeśli masz SWÓJ PROCES, to masz WIELKĄ PRZEWAGĘ!

Co bezpośrednio prowadzi nas do 3 zaleceń Króla Dyplomacji, de Talleyranda, który głosił:

  1. Wystrzegaj się swoich pierwszych odruchów
    (alternetywnie: nie ufaj swoim impulsom)
  2. Nie pozwól podniecać się swoją pracą
    (alternatywnie: strzeż się nadgorliwości)
  3. Słowa dane zostały człowiekowi do ukrywania prawdy

Bo widzisz, mój pimpku ukochany, jest przecież cena prowadzenia wojny innymi środkami. A ceną tą jest ukrywanie swoich intencji oraz zachowywanie pozorów. Czyli abecadło dyplomacji. Bo jak mówił jeden z mych kolejnych ulubieńców, Churchill:

Dyp­lo­mata to człowiek, który dwuk­rotnie się zas­ta­nowi, za­nim NIC nie po­wie.

A dlaczego? Bo jak wyjaśnia Wiktor Hugo:

Dyplomaci mogą zdradzać wszystko. Z wyjątkiem swoich uczuć.

A nawiązanie do wojny innymi środkami klaruje nam Tom Clancy:

Dyplomacja to umiejętność powtarzania „dobry piesek”, dopóki nie znajdzie się odpowiednio grubego kija.

Po co to ukrywanie zamiarów? Po co zachowywanie pozorów? A bo bardzo płochym gatunkiem jesteśmy, proszę ja Ciebie. W dodatku poprawnym politycznie. Bycie twardym oznacza giętkość i elastyczność, czyli niską wrażliwość a wysoką wytrzymałość. Zgadnij zatem co oznacza wysoka wrażliwość i niska wytrzymałość. Brawo, oznacza bycie miękkim. W skrócie, oznacza świat, w którym dziś żyjemy. I oczywiście nie musisz przejmować od mnie tego poglądu – przetestuj i sprawdź czy lepiej sprawdzi się w Twoim przypadku bycie Napoleonem („Bogiem Wojny”) czy Talleyrandem („Królem Dyplomacji”). Bo bycie Napoleonem nie skończyło się za dobrze nawet dla samego Napoleona, w przeciwieństwie do bycia Talleyrandem dla Talleyranda.

Swoją drogą, ta pierwsza rada Talleya: „Wystrzegaj się swoich pierwszych odruchów” (czyli nie ufaj swoim impulsom) jest najlepszą radą z dziedziny rozwoju osobistego / zwiększania własnej skuteczności jaką znam. Bo, zastosowana (taki mały szczególik, żeby jeszcze to robić…) oducza Cię automatyzmów, oducza Cię „bycia sobą” (cokolwiek to ma oznaczać) a uczy bycia kim trzeba i robienia co trzeba by mieć to czego chcesz. To rada natchniona, bo mówi Ci wprost, że:

Nie masz prawa bezmyślnie, automatycznie i bezkrytycznie wierzyć w to co czujesz

Bycie sceptycznym, pamiętasz? Dla przykładu: to że czujesz strach NIE oznacza, że są powody do strachu. To że czujesz podniecenie NIE oznacza, że są powody do podniecenia. Pozwól, że podam Ci przykład. Jesteś badaczem i badasz dwóch siedzących obok siebie pasażerów lecącego samolotu. Jeden sra ze strachu. Przerażony. Biały jak ściana. Sparaliżowany. Drugi: pełna euforia. Podniecony, ożywiony, pełen zachwyt. Pytanie brzmi: co obie te reakcje mówią Ci o przebiegu lotu, stanie technicznym samolotu i umiejętnościach pilota?

Oczywiście odpowiedź brzmi: absolutnie nic. Dlatego, że Twoje emocje i odczucia NIE MUSZĄ w żaden sposób pokrywać się w rzeczywistością. Są czysto subiektywne. Są wskaźnikiem – ale nie wyrocznią. Rozumiesz już teraz dlaczego musisz wystrzegać się swoich pierwszych odruchów, dlaczego, do czasu zbadania ich, nie możesz ufać swoim impulsom tylko dlatego, że są? Dlaczego bycie sceptycznym, szczególnie w stosunku do własnego mózgu, jest podstawą władzy? Czucie nie jest wystarczającym dowodem. Dowody są dowodem.

Ucz się od kotów. Sceptyczne. Egoistyczne. Wyniosłe. Nie masz alfonsa większego od kota swego...
Ucz się od kotów. Sceptyczne. Egoistyczne. Wyniosłe. Nie masz alfonsa większego od kota swego…

Doskonale.

Kiedy poczytasz sobie dobre książki psychologiczne – a mówię dobre, a nie takie gówno, które stanowi 95% światowych bestsellerów – to wiesz, że zrozumienie tego co nas naprawdę motywuje jest zajęciem z kategorii poszukiwania igły w stogu siana – w ciemną jesienną, bezksiężycową noc. Uwielbiamy myśleć, że znamy motywację swoją i innych ludzi (i zawsze wierzymy, że motywujący jest jeden czynnik). Ale prawda jest taka, że gówno wiemy. Nie mamy pojęcia. Nie masz pojęcia ani w temacie swoim, ani w temacie innych (choć paradoksalnie, łatwiej jest nam trafić z właściwą oceną u obcych niż do siebie – o czym pogadamy już przy innej okazji, bo i tak się potężny ten wpis robi).

Ale brak świadomości tego co motywuje Ciebie i innych jest niepokojący – pisałem już przecież o wpływie i kontroli, prawda? Dlatego nakreślimy teraz, dzięki pracy pana McClellanda, prostą mapę tego, co motywuje nad podświadomie. Mamy 3 siły napędowe:

  • potrzeba przynależności (kochaj mnie i akceptuj!)
  • potrzeba osiągnięć (podziwiaj mnie i pomóż się rozwijać!)
  • potrzeba władzy (słuchaj się mnie i podporządkuj!)

Ukryte czy nie ukryte, objawiają się w zachowaniu. Te potrzeby nie są „czyste” i występują w różnych kombinacjach i w różnym nasileniu  – ale występują. I teraz robi się ciekawie,  bo mamy tendencje do robienia projekcji, czyli przypisywania innym naszych własnych mechanizmów. To że Ty podchodzisz do ludzi na hippisa (potęga miłości, empatii i czułości) nie oznacza, że nie trafisz na swojej drodze kogoś, kto chętnie rozjedzie Cię w drodze do swojego celu lub współczesnego Machiavellego, który nie jest w firmie by robić robotę, tylko po to, by zwiększać swoje wpływy i kontrolę.

W wielkim skrócie – ludzie są różne i mają różne potrzeby. Mi model McClellanda bardzo się podoba i instynktownie pasuje (ale wiemy, że odczucie nie musi być dowodem, prawda?), natomiast pomimo tego, że ani w przeciwieństwie do niego nie jestem wybitnym psychologiem, ba, w ogóle nie jestem psychologiem, to w swojej megalomanii odnoszę wrażenie (ponownie! wrażenie nie musi być dowodem!) że władza (czyli zarówno korzyść jak i wpływ i kontrola) jest najważniejszą, acz skrywaną potrzebą każdego z nas. Ma sens, jeśli wyjdziemy z założenia, że celem każdego celu jest zwiększenie kontroli (co twierdził inny wybitny psycholog, Hyatt).

Czyli – niezależnie czy celem jest przynależność, osiągnięcia czy władza bezpośrednio – chodzi o to by czuć się ze sobą lepiej, czyli mieć poczucie korzyści, wpływu a nawet kontroli.

Margaret wiedziała co to BEZWSTYD i potrzeba WŁADZY
Margaret wiedziała co to BEZWSTYD i potrzeba WŁADZY

Przejdźmy zatem do tego, jak żyć z premedytacją. Specjalnie używam tego słowa, chociaż wiem, że często kojarzy się negatywnie. Za przestępstwo z premedytacją wyrok dostaje się zazwyczaj wyższy niż za przestępstwo w afekcie. Dlaczego? Dlatego, że premedytacja wymaga świadomego planowania. Oraz – bardzo często, bycia świadomym zarówno swoich wartości jak i ceny, którą być może przyjdzie nam zapłacić.

Weźmy przykład arcy-przestępcy, narkotykowego barona Pablo Escobara. Nie piszę o nim po to, żebyś poszedł w jego ślady. Nie gloryfikuję go. Był totalnym skurwysynem i dostał to, na co zasłużył (czyli nagłą śmierć) jednak ludzie tacy jak Escobar uczą nas co oznacza życie z premedytacją. Widział, że jego czyny będą miały nieprzyjemne konsekwencje i godził się na to. To nie oznacza, że chciał dać się złapać. Oczywiście że nie chciał – ale rozumiał, że będą go gonić i traktował to jak część GRY.

Korzyść? Wpływ? Kontrola? Screen z serialu NETFLIX - Narcos (polecam!)
Korzyść? Wpływ? Kontrola? Kadr z serialu NETFLIX – „Narcos” (polecam!)

Jest takie powiedzenie – dwa powiedzenia w sumie – pierwsze nasuwające się jako wniosek z książki „The Denial of Death”:

Kto nie jest gotowy by umrzeć, ten nie jest gotowy by żyć.

a drugie to cytat z mentora Obamy (i Hillary jak się okazuje), Saula Alinsky:

Kto boi się zepsucia, ten boi się życia.

W wielkim skrócie chodzi o to, że z chwilą w której pogodzisz się z najczarniejszym scenariuszem swoich wyrobów, uwalniasz się od trosk i zamartwiania i możesz przepustowość swojego umysłowego łącza wykorzystać do zastanawiania się JAK osiągnąć to czego chcesz. Zamiast ruminować co też się stanie, gdy się nie uda. Na tym właśnie polega działanie z premedytacją: wiesz czego chcesz, zgadzasz się na cenę i robisz to co jest do zrobienia.

Działanie z premedytacją składa się z tych oto 4 elementów:

  1. Decyzja
  2. Jasność
  3. Spójność
  4. Żądanie

Decyzja – jak mawiał Despero z Pitbulla: „żeby się srało, paliło”. To właśnie decyzja – ostateczne postanowienie. Wiesz, że rzeczy zaczną się dziać. Tak jak wiesz, że nie spóźnisz się na swój samolot na wyczekiwane wakacje z marzeń – nawet jeśli budzik nie zadzwoni i nawet jeśli taksówka nie przyjedzie. Masz w swoim umyślę szufladkę, szufladkę pod tytułem „Decyzje” i kiedy coś tam wpadnie, zaczynają pojawiać się wyniki.

Jasność – krok drugi odnosi się do dwóch elementów: wiesz co i jak masz robić (lub chociaż jak masz zacząć) i wiesz, jakie mogą być negatywne konsekwencje (na które się godzisz). Na przykład rozumiesz, że aby przypakować, musisz odpowiednio trenować, odpowiednio się żywić i zadbać o regenerację. Że potrzeba czasu, poświęceń i pewnego nakładu środków i energii. Że będą zakwasy a być może i kontuzje. I to jest OK. Jest OK, bo decyzja zapadła i jest OK, bo masz w dupie konsekwencje. Godzisz się na nie, więc nie ma o czym mówić. Skupiasz się na korzyści, nie na kosztach.

Spójność – jest konsekwencją dwóch pierwszych elementów a mianowicie oznacza, że zachowujesz się jak osoba, która podjęła decyzję i wie co i jak ma robić. Czyli nie tworzysz zgrzytów. Spójność realnie oznacza, że nie masz konfliktu na linii świadomość-podświadomość, czyli że zachowujesz płynność i przemieszczasz się w odpowiednim kierunku – bez zaciągniętego ręcznego hamulca.

Na dobrą sprawę tym się właśnie zajmuję pracując z ludźmi – pokazuję im jak usunąć konflikt, jak ustawić to co świadome i to co podświadome w jednej linii. Do tego sprowadza się skuteczność. Do zejścia sobie z własnej drogi. Do bycia spójnym wewnętrznie i zewnętrznie.

Żądanie – ostatni element odnosi się do tego, że wymagasz. Wymagasz od siebie. Wymagasz od innych. Wymagasz od świata. Rozpychasz się, bo wiesz czego chcesz i nie kulisz ogona, co coś stanęło Ci na drodze. Premedytacja, pamiętasz? Przeszkody są po to, żeby je usuwać. I wewnętrzne i zewnętrzne. Jeśli chcesz przypakować, wymagasz od siebie właściwego procesu. Wymagasz od swojego trenera, by maksymalnie ułatwił i przyspieszył Twoje postępy. Żądanie to nieskrępowanie, to bezwstydne sięganie po to, czego chcesz. Bezwstydność i nieskrępowanie omawiam oczywiście w moim bestsellerowym BEZWSTYDZIE.

A Ty wciąż wstydzisz się swoich POTRZEB?
A Ty wciąż wstydzisz się swoich POTRZEB?

Jeśli nie ma postępów, sprawdzasz jeszcze raz (obiektywnie!) decyzję, jasność i spójność.

Decyzja. Jasność. Spójność. Żądanie. Jeśli nie masz w życiu tego, czego chcesz, problem leży w jednym (lub paru) z tych elementów. Zawsze. Powtarzam – zawsze. Oczywiście, jest jeszcze ogromny element związany z byciem we właściwym czasie we właściwym miejscu – czyli element losowości, jednak nie mamy nad nim kontroli. Za to mamy na niego wpływ, właśnie poprzez decyzję, jasność, spójność i żądanie.

Wiesz już w takim razie czym jest życie z premedytacją – jakie 4 elementy składają się na tę koncepcję.

Jeśli masz problem, jest gdzieś tutaj...
Jeśli masz problem, to jest gdzieś tutaj…

A teraz omówimy narzędzie, które w osiąganiu tych wyników Ci pomoże, czyli pokaże Ci, jak ustawiać swoją intencję.

Premedytacja to działanie z pełną świadomością. Intencja to Twój zamiar, Twój zamysł. Jak zapewne wciąż jeszcze pamiętasz, wszystko co robimy, robimy po to, by poczuć się lepiej. Jesteśmy bowiem istotami, którymi rządzą odczucia i emocje. Czasami to nie wychodzi, czasami czujemy się dobrze tylko na chwilę po to by pogorszyć nasze samopoczucie w szerszej perspektywie (patrz nałogi) ale cel jest zawsze pozytywny – chcemy poczuć się lepiej.

Pamiętasz również to, jak ważne jest skupianie się na tym co możesz kontrolować, koncentrowanie się na tym na co masz wpływ. Dlatego właściwe ustalanie swojej intencji – wbrew temu co wmawiają nam „guru” – to skupianie się wyłącznie na sobie a nie na innych ludziach. Właściwe ustalenie intencji sprowadza się ZAWSZE do tego jak chcesz się CZUĆ a nie na tym, co mają zrobić inni. Bo – wbrew pozorom – Twój wpływ na to jak się będziesz czuć jest dużo, dużo, dużo większy niż wpływ na to, co zrobią obcy ludzie.

Pozwól, że pokażę Ci to na prostym przykładzie:

Załóżmy, że idziesz na rozmowę o pracę. Pytanie brzmi: co możesz kontrolować? Otóż nie to co Cię spotka – nie wiesz z kim będziesz rozmawiać, nie wiesz jak wygląda to pomieszczenie, nie wiesz o co Cię spytają. Więc tym się nie zajmujesz. Zajmujesz się tym co wiesz. A co wiesz? Wiesz jak się ubierzesz i wiesz jak się czujesz, kiedy odniesiesz sukces. I więcej Ci nie potrzeba.

Zatem: właściwe ustalenie intencji polega na tym, że widzisz siebie PO rozmowie czując radość, dumę i zadowolenie z tego, jak fantastycznie poszło. Widzisz siebie ze wszystkimi szczegółami, na jakie możesz mieć wpływ: w tym stroju, w którym będziesz, bo to akurat kontrolujesz. Im więcej szczegółów się zgadza – tym bardziej precyzyjna informacja dla Twojej podświadomości. Pokazując jej (Twojej podświadomości) jak chcesz się czuć po zakończeniu rozmowy (czyli jak zwycięzca, cokolwiek to oznacza w Twoim przypadku) dajesz jej wyraźną instrukcję, w którą stronę ma nakierować Twoje zachowanie.

Czyżby Nietzsche mówił: Decyzja. Jasność. Spójność. Żądanie?
Czyżby Nietzsche mówił: Decyzja. Jasność. Spójność. Żądanie?

Pozostaje Ci się rozluźnij i pozwolić jej działać. To NIE oznacza oczywiście, że nie przygotowujesz się jak trzeba. Szczęściu trzeba pomóc. Ale oznacza to, że dajesz podświadomości informację co do intencji, Twojego celu – czyli dobrego samopoczucia. Ponieważ podświadomość nie lubi bólu ale lubi przyjemność, pomoże Ci we wprowadzeniu intencji w życie. I owszem – życie bywa nie fair i nie ma żadnych gwarancji – ale stosując tę metodę znacznie – powtarzam – znacznie zwiększasz szansę na sukces.

Ustal swoją INTENCJĘ, poczuj to z potem się rozluźnij i zachowuj jakby było LEKKO, ŁATWO i PRZYJEMNIE! Pamiętaj – Twoje zachowanie jest aktywatorem, zaufaj swojej podświadomości, zna takie sztuczki, że Panie daj Pan spokój! Daj jej szansę!

Zresztą, nie musisz mi wierzyć. Sprawdź to. Przed kolejnym spotkaniem czy dniem w pracy, usiądź na moment w spokojnym miejscu i wyobraź sobie jak BĘDZIESZ się świetnie czuć, kiedy ten dzień się skończy. Zamiast skupiać się na tym jak mają zachowywać się inni, albo błagać / modlić się o pomyślność, skup się na tym jak CHCESZ się czuć finalnie, bo wszystko sprowadza się do samopoczucia.

Nie musisz widzieć siebie w 3D i HD – dowolny sposób, który sprawi, że TERAZ poczujesz swoje pozytywne emocje i odczucia, będzie wystarczający. Jeśli uważasz, że kiepsko wizualizujesz, miej OTWARTE OCZY. To, żeby było śmieszniej, pomaga. Kluczowe jest to, że masz CZUĆ TERAZ to co będziesz chciał poczuć finalnie. OK?

Co prowadzi nas do „wyścigu szczurów”. Wiesz już, że bardzo kiepska to metafora. Dużo lepsze są metafory dotyczące GRY i ZABAWY – bo Twoja podświadomość jest jak dziecko (szczegóły innym razem) i uwielbia, kiedy jest LEKKO, ŁATWO i KORZYSTNIE. Zresztą, kto nie lubi, prawda?

Król-Szczur jedzie wierzchem by być górą!
Król-Szczur jedzie wierzchem by być górą!

Zatem: bądź ze sobą szczery. Poznaj swoje wartości. Po co chodzisz do pracy lub po co prowadzisz biznes? Nie wstydź się samego siebie. Jeśli odpowiedź brzmi: DLA PIENIĘDZY, jasnym staje się od razu, że bycie lubianym czy akceptowanym jest jedynie miły dodatkiem (ewentualnie droga do celu) – a nie samym celem. Nie zawsze można mieć wszystko.

Tak więc, autentycznie i bez wewnętrznego cenzora ustal PO CO robisz to co robisz. Nie DLACZEGO – pytanie dlaczego zachęca do bajkopisarstwa (o czym mówię w mojej Motywacji bez motywacji i co potwierdzają najnowsze badania psychologiczne). PO CO chodzisz do firmy? PO CO prowadzisz biznes? PO CO studiujesz? PO CO rano wstajesz z łózka. Znaj swoje PO CO! Podłącz to pod jeden z trzech motywatorów działania (przynależność, osiągnięcia lub władza).

Masz? Doskonale. Teraz podejmij DECYZJĘ, że będziesz koncentrować się na tym czego chcesz – a nie na tym czego nie chcesz i miej JASNOŚĆ, jakie kroki podjąć. Nie musisz wiedzieć wszystkiego – robiąc codziennie rano ćwiczenie z INTENCJI Twoja podświadomość pomoże Ci w wygrywaniu. Jest już DECYZJA i jest już JASNOŚĆ. Teraz zacznij zachowywać się jak osoba, która wie czego chce (pamiętając, że łańcuch pokarmowy wśród ludzi jest faktem, wiec czasami będziesz musiał zachowywać pozory i ukrywać swoje intencje – powiedzenie szefowi, że przyszedłeś po władzę i codziennie planujesz jego upadek przy przejąć schedę nie będzie mile widziane!) a potem ŻĄDAJ od siebie wyników.

110% świadomość swoich wartości, czyli Talleyrand, który schylał się jedynie po WŁADZĘ i PIENIĄDZE

ŻĄDANIE wyników NIE oznacza „nakurwiania” non-stop. Pamiętaj, podświadomość lubi kiedy jest LEKKO, ŁATWO i KORZYSTNIE – zatem, oszukując (się) w kierunku zmiany zachowuj się tak, jakby było LEKKO, ŁATWO i PRZYJEMNIE! Pamiętając, że jesteś na drodze do stworzenia nowego siebie pamiętaj, że będziesz popełniać błędy i potykać się – i to jest jak najbardziej OK. Pozbywasz się starych, zardzewiałych automatyzmów i instalujesz sobie nowe, dlatego zachowuj przestrzeń między bodźcem a reakcją. Nie jesteś zwierzęciem i chcesz działać z PREMEDYTACJĄ. To że ktoś coś zrobił lub to, że coś się wydarzyło NIE oznacza, że masz reagować natychmiast i bezmyślnie. Pamiętaj czego uczuł nas Talleyrand – Nie ufaj swoim pierwszym odruchom i nie wkręcaj się!

Zwolnij. Fizycznie zwooolniiiiiij. Jak uczą w Navy SEALs:

Wolno to płynnie. Płynnie to szybko

Mów wolniej. Oddychaj wolniej. Mrugaj wolniej. Reaguj wolniej. Stwórz 2-3 sekundowy bufor pomiędzy bodźcem (kretyn-współpracownik) a Twoją reakcją. I nie bądź taki kurwa prostolinijny. Pamiętasz trzecie przykazanie Talleya? „Słowo dane jest człowiekowi do ukrywania pracy.” Nie znaczy, że masz kłamać. Znaczy, że nie musisz odsłaniać od razu wszystkich kart. To GRA stary, więc graj tak, żeby wygrać. A że się uczysz, wybaczaj sobie „wpadki”. Wyciągaj wnioski, zapomnij o „porażkach” i graj żeby wygrać.

Teraz będzie Ci dużo, dużo łatwiej. Niech wygrywanie w Twojej pracy, biznesie, szkole – gdziekolwiek – będzie nie „wyścigiem szczurów” tylko GRĄ i ZABAWĄ pozwalającą Ci na zwiększenie osobistej skuteczności po to, by PLAC ZABAW zwany powszechnie światem dał Ci jak najwięcej radochy – przy jak najmniejszej ilości kompromisów.

Dzięki za Twoją uwagę, bo było jej potrzeba sporo – a jeśli chcesz popracować nad tym, by przestać wstydzić się siebie i swoich potrzeb, zobacz proszę ten zwiastun.

Zobacz zwiastun:

BEZWSTYD zapewni Ci 3 rzeczy:

  1. pozwoli Ci poznać Twojego najważniejszego wroga (a jest nim WSTYD!)
  2. pozwoli Ci go zrozumieć
  3. pokaże Ci jak go skutecznie i szybko pokonać

MP3 100 minut, w moim wykonaniu, natychmiastowy dostęp do programu!

Zostaw komentarz

2 Comments O intencji, życiu z premedytacją i wyścigu szczurów

  1. PRZEM. 29 października 2016 at 19:32

    Komentarz ogólny. Nie dotyczy tego konkretnego wątku. Wczoraj odkryłem tego bloga. Wkręciłem się. Jestem na etapie ogarniania wątków. Jeszcze nie przeczytałem wszystkiego. Czytając rożne Twoje artykuły za każdym razem jak Wańka-Wstańka pojawia mi się pytanie: Co zrobić/jak przerobić/przetrawić/przetworzyć/pozbyć się poczucia winy za dotychczas stracony czas w życiu. Przy każdej okazji gdy coś w życiu mi się udaje, równolegle jakiś wewnętrzny „chuj-zrzęda” dopowiada: Dopiero teraz…? On/Ona doszli do tego 15 lat wcześniej. Stać Cię było, tylko nie chciało Ci się / goniłeś za iluzjami, za laskami / było przyjemnie / unikałeś zagrożeń, konfrontacji. Co ty k…a robiłeś przez tyle lat?
    Ta świadomość dotychczas straconego czasu jest dotkliwie frustrująca i przyznam, że paraliżuje próby wejścia w „wyższe partie gór”.
    Ponawiam więc pytanie…Co zrobić z natrętnym poczuciem winy za dotychczas stracony czas?
    Pozdrawiam. Przem.

    Reply
  2. Rafał Mazur 30 października 2016 at 14:09

    Cały BEZWSTYD poświęcony jest usuwaniu i WYKORZYSTYWANIU poczucia wstydu i winy właśnie
    (http://bit.ly/Bezwstyd)

    Wiesz, to że coś myślisz czy czujesz, nie oznacza, że to coś jest prawdą. Mózg lubi się zabawiać a ofiarą tych zabaw pada zazwyczaj jego właściciel.

    W tekście powyżej wspominałem o tym, że bycie sceptycznym jest jednym z filarów władzy. Polecam wprowadzić w stosunku do wewnętrznego głosu.

    To gadanie, to szczekanie, czy jak zgrabnie to nazwałeś „chuj-zrzęda” to umysł świadomy w akcji. Wszystko to opiera się na słowie „POWINIENEŚ”. Więc oczywiście, można to kupić i żyć w krainie „POWINIENEM”. A można uznać, że jest jak jest i zamiast zastanawiać się DLACZEGO – pomyśleć CZEGO chcesz i JAK to zrobić.

    Ponieważ umysł świadomy nie jest w stanie koncentrować się na dwóch sprzecznych elementach naraz – i ponieważ tym gadaniem można zarządzać – chociażby przez uświadomienie sobie, że to iluzja i że Ci nie służy – skupiaj się na tym czego chcesz i jak to mieć – a nie na tym kim być powinieneś i dlaczego tym kimś nie jesteś.

    Poniżej wklejam Ci to co napisałem na FB o zarządzaniu chujem-zrzędą:

    WEWNĘTRZNY GŁOS: WRÓG czy PRZYJACIEL?

    Przeciętna osoba mówi do siebie od 150 do 300 słów na minutę. Tak, na minutę. To oznacza nawet 5 słów na sekundę…

    Jeśli nie wiesz czym jest hipnoza i jeśli uważasz, że nie jesteś hipnotyzerem – pragnę wybudzić Cię z hipnotycznego snu. Wiesz i jesteś.

    Wewnętrzny głos jest głównym narzędziem autosugestii a bezwarunkowe kupowanie tego co Ci podrzuci jest przykładem hipnotycznego transu na jawie.

    Pisałem już o tym, że za każdym razem gdy coś robisz albo wzmacniasz nawyk już istniejący albo zaczynasz wyrabiać nowy.

    Pytanie zatem brzmi: Czy Twój obecny sposób gadania do siebie Ci służy? Czy osiągasz wyniki o które Ci chodzi i czy jakoś Twojego życia jest taka jak chcesz?

    Oczywiście nie chodzi o to, czy głos wewnętrzny jest „zły” czy „dobry”. Najważniejsze, że jest i że nigdzie się nie wybiera. A to oznacza, że zamiast dawać się wykorzystywać możesz odwrócić grę.

    Jak?

    Najprostszym sposobem jest zamienienie osądzania ciekawością a niezadowolenia wdzięcznością i zadowoleniem. Bo to jest bardzo ciekawy świat, zawsze mogło być gorzej poza tym wciąż jesteś w grze więc jesteś do przodu. Wielu nie wróciło dziś do domu na kolację.

    Drugim sposobem na wykorzystanie wewnętrznego głosu jest zadawanie sobie pytań, które nakierowują Cię na cel i rozwiązania. Najważniejszym pytaniem jest: „CZY TO MI SŁUŻY?”

    Lubisz kiedy Cię chwalą, prawda? Lubisz jak Cię kochają i podziwiają? Ano właśnie. Czas na jeden głos zachwytu więcej. O tyle cenny, że wierzysz mu bezgranicznie. Dlatego jest tak cholernie dobrym hipnotyzerem.

    Uważaj na to co do siebie mówisz, bo prawie zawsze wierzysz we własne wnioski…

    Reply

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.