Seks, status i sens czyli wszystko sprowadza się do władzy

Play

Parę dni temu wrzuciłem na fanpage ZenJaskiniowca kilka moich przemyśleń dotyczących tego, co nami rządzi. Jeśli ich nie znasz, oto one. Jeśli je znasz – polecam odświeżyć pamięć, bo dziś pójdziemy głębiej.

……………………………………………………………………………………………………………………………………….

LUŹNE PRZEMYŚLENIA

Tak sobie wczoraj doszedłem do wniosku, że (generalizując) ludzkim życiem rządzą 3 litery S.

3) SEKS – w znaczeniu popędu, siły biologicznej, potrzeby przekazania genów, ale i przyjemności oczywiście, jako że to przyjemność ma zwiększać szansę, że będziemy się rozmnażali.

Powszechnie uważa się, że to właśnie seks rządzi światem. Jestem nieco innego zdania, dlatego jest na honorowym, ale 3-cim miejscu.

„Na tym świecie wszystko sprowadza się do seksu. Poza samym seksem, który sprowadza się do władzy.” – Oscar Wilde

2) STATUS – jeśli znasz już „Amię Małp” czyli dokument Discovery, o którym parę dni temu wspomniałem, to wiesz, że tak one (szympansy) jak i my (ludzie) jesteśmy stworzeni do życia w grupie.

Grupa to, oczywiście, hierarchia, czyli jedni są wyżej a inni są niżej. W „UWOLNIJ ZAKŁADNIKA – dlaczego nie osiągasz celów i jak to zmienic” omawiam połączenie serotoniny i statusu – w skrócie, im wyżej jesteś, tym lepiej się czujesz – i fizycznie i emocjonalnie.

Powiedziałbym (napisał?) tak: Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o STATUS. Ludzie zrobią wszystko / wiele aby, w najgorszym wypadku, nie zaniżać swojego statusu (jak bardzo lubisz kompromitować się publicznie?) a najchętniej, żeby swój status podnosić.

Zaryzykuję, że to co nazywamy „obrazem siebie” czy „poczuciem wartości” to inna, wewnętrzna forma postrzegania naszego statusu – w oczach własnych i oczach innych ludzi.

I nie oszukujmy się – z punktu widzenia istot społecznych, to co inni myślą o Tobie jest ważniejsze niż to co myślisz sobie przed lustrem Ty.

Im wyższy STATUS tym więcej możliwości SEKSU – i, że tak nieładnie określę – seksu z materiałem genetycznie bardziej atrakcyjnym.

Gdybyśmy zatrzymali się na poziomie wspomnianych szympansów (a wielu, Bóg mi świadkiem, tam się zatrzymało) to byłoby na tyle: SEKS i STATUS.

Ale… mamy jednak dar i przekleństwo (czasami, tylko czasami!) ŚWIADOMOŚCI. Co prowadzi nas, do tego, co moim zdaniem jest NUMERO UNO

Subtelne podkreślenie swojego statusu jeszcze nikomu nie zaszkodziło…

1) SENS – który wynika z potrzeby kontroli. Życie jest – nie oszukujmy się – cierpieniem. Nie mówię, że wyłącznie, ale w sporym stopniu. I właśnie po to Ci SENS – żeby to cierpienie umieścić w jakimś kontekście.

Co jest tym sensem – powiem dość cynicznie – to nie ma większego znaczenia, z tego prostego powodu, że byle jaki sens jest lepszy niż jego brak.

Weźmy przykład pierwszy z brzegu: przypowieść o Hiobie. Miał, powiedzmy to sobie szczerze, dość przejebane, ale „przeramowanie” tego przejebane jako próbę wiary nadaje cierpieniu sens.

Twoje cele, marzenia, plany – to jakiś SENS właśnie. W skrócie, SENS to jakaś NARRACJA, historyjka, interpretacja, którą przyjmujesz, żeby cierpienie mniej bolało, żeby życie było bardziej znośne – lub lepsze, po prostu.

Nietzsche mówił – i mówił słusznie – że naszym największym wrogiem jest NIHILIZM – czyli brak sensu właśnie. Kiedy oznajmił, w znanych słowach, że „BÓG UMARŁ” to nie chodziło mu o to, że umarł dziadek z brodą mieszkający w chmurach, tylko właśnie pewien PORZĄDEK RZECZY, pewien SENS, który religia sobą reprezentowała.

W skrócie – stare wartości zostały naruszone „dzięki” rozwojowi przemysłu i nauki, ale nie pojawiły się nowe. A raczej, te nowe się nie sprawdzają. Czyli ten brak SENSU prowadzi do nihilizmu i DEKADENCJI.

Im więcej wyparcia, tym więcej nihilizmu. Im więcej nihilizmu, tym mniej władzy.

Do pierdolnika, frustracji i konfuzji, mówiąc bardziej dosadnie.

Podam Ci przykład, który łączy 3S – załóżmy, że młode małżeństwo decyduje się na dziecko. Są typową parą, czyli nie kumają ni kuta ani siebie ani świata. Przykro mi, ale tak to wygląda. Ponieważ, świadomie lub podświadomie wiedzą (lub myślą, że wiedzą), że chcą więcej SENSU uznają, że tym sensem będzie dziecko.

Jedziemy dalej. Problem polega na tym, że dziecko nie jest sensem – ono potrzebuje SENSU od rodziców, od środowiska. Tak więc, rodzice, w ramach takiej czy innej walki z zagubieniem i pustką, szukają „zbawienia” w tym, co musi być zbawione (wiem, rysuję grubą kreską, OK?). Zamiast DAĆ, chcą CZERPAĆ, zamiast UCZYĆ, oczekują.

Efekt – jeszcze większy pierdolnik i jeszcze większy nihilizm. Patent ze zbawieniem dzieckiem się nie udaje (bo nie może), w dodatku dzieciak ma przejebane, bo nie ma pojęcia jakie są granice i dochodzi do sytuacji, w której ogon macha psem i ani ogon ani pies nie są z tego powodu happy (chociaż mogą myśleć, że są, bo przecież nie mają innego punktu odniesienia, czyli innych doświadczeń).

Generalnie, dla jednostek nie będących urodzonymi pasożytami (psycho/socjopaci – bo nie dla każdego psychologa czy psychiatry to pojęcia wymienne) a więc dla jednostek „normalnych” SENS to bycie UŻYTECZNYM dla grupy ludzi, która jest Ci bliska.

Liczba Dunbara mówi nam, że to do 150 osób – zazwyczaj 30-50, więc nie jakaś abstrakcja typu „naród” czy „Europejczyk”.

Użyteczny, czyli taki, na którego można liczyć również i w biedzie i w niebezpieczeństwie – bo do tego jesteśmy stworzeni: do POKONYWANIA przeszkód i ograniczeń a nie tycia przed telewizorem i nakurwiania używek by sedować swój przewrażliwiony mózg.

Wtedy, kiedy jesteś UŻYTECZNY/UŻYTECZNA, dla KONKRETNEJ grupy, z którą czujesz więź – wtedy czujesz się dobrze, wtedy STATUS jest realny – a nie zdjęcie w pożyczonym samochodzie wrzucone na Fejsa.

No dobra, se popisałem. Może ktoś przeczyta.

Pozdro, grupo mi bliska

……………………………………………………………………………………………………………………………………………….

Odzew był spory. Nie powiem. Co cieszy. Więc pogłębiamy temat, tym bardziej, że pojawia się pytanie: czy jest coś takiego jak SENS-UNIWERSALNY, meta-sens, czyli taki sens-sensów, coś ostatecznego czy najwyższego. I mam dziwne wrażenie, że owszem. I oczywiście, bystrzacho, po tytule domyślasz się już co to jest – a jest to – według mnie WŁADZA. Ale władza rozumiana SZEROKO. Już tłumaczę.

Jedni mogą więcej, inni mogą mniej a większość nie może wcale

Za każdym razem kiedy ktoś się zgłasza do mnie na współpracę, za każdym razem kiedy szkolę jakąś firmę albo pomagam jakiemuś biznesowi, problem może nazywać się różnie: problem z motywacją, problem ze skutecznością, za mało wiary w siebie czy pewności siebie albo ze niskie zyski lub słaba sprzedaż. Jednak mianownik tego jest wspólny – i mianownik ten to CHĘĆ ZWIĘKSZENIA WŁADZY (wpływu / kontroli ) NAD ŚRODOWISKIEM WEWNĘTRZNYM (nad sobą) i ZEWNĘTRZNYM (światem i ludźmi).

Koniec i kropka.

W swoich nieśmiertelnych słowach, śmiertelny (jak się okazało ponad 10 lat temu) Chris Hyatt powiedział, że:

„CELEM KAŻDEGO CELU JEST ZWIĘKSZENIE KONTROLI.”

To zwiększenie kontroli to zwiększenie WŁADZY właśnie. Przy czym my zostaliśmy nauczeni, żeby myśleć o władzy raczej w kategorii polityki: premier, prezydent, parlament. Ale to wąskie rozumienie. Generalnie TWOJA ILOŚĆ WŁADZY POKAZUJE, ILE MOŻESZ. Ile możesz względem siebie (władza osobista) i ile możesz względem świata i innych ludzi. Tym samym, władza rozumiana w ten szeroki sposób nie jest szczególnie trudna do ogarnięcia.

Jedziemy dalej. Około 21 minuty, ostatniego, 13-go odcinka najnowszej, 5 serii serialu „House of Cards” (NETFLIX) jest taka piękna scenka – i spokojnie, spokojnie, nie będzie spoilerów. Frank Underwood, czyli główny bohater i Prezydent USA cytuje postać autentyczną, czyli Gore Vidala:

„Gore Vidal napisał, że władza jest celem sama w sobie a instynkt przetrwania najważniejszą ludzką cechą.”

Gore Vidal i jego przyjaciel John F. Kennedy, czyli kiedy fascynacja władzą przyciąga władzę © Associated Press

Świetny cytaty, niestety, nieco niepoprawnie przetłumaczony. Wspomniany cytat pochodzi z artykułu pod tytułem „Robert Graves and the Twelfe Caesars” napisanego w 1959 roku. Gore Vidal (swoją drogą, czy można nazywać się po angielsku bardziej zajebiście?) był absolutnie zafascynowany władzą a artykuł, jak sama nazwa wskazuje, odnosi się do kotów takich jak Aleksander Wielki, Juliusz Cezar czy Oktawian August.

I to pojawia się problem – to co zostało przez ludzi z NETFLIX przetłumaczone jako „instynkt przetrwania” – w oryginale „the instinctive urge to prevail” oznacza, co dla mnie jasno wynika z kontekstu artykułu, „instynkt PRZEZWYCIĘŻANIA”. Bo owszem, „to prevail” może oznaczać przetrwanie, ale oznacza też pokonywanie, dominowanie, przezwyciężanie a wspomniane w artykule chłopaki w typie Aleksandra Wielkiego czy Cezara nie zajmowały się próbą przetrwania tylko aktywnym i celowym urywaniem światu dupy.

Tak więc, poprawniej byłoby przetłumaczyć „the instinctive urge to prevail”  NIE jako „instynkt przetrwania”, tylko INSTYNKT PRZEZWYCIĘŻANIA (ewentualnie DOMINACJI). Podoba mi się słowo przezwyciężanie bo po pierwsze: ma w sobie człon ZWYCIĘŻANIE a po drugie w słowie tym zawarte jest (w większości przypadków słuszne) założenie, że będzie trzeba pokonywać przeszkody, że to wygrywanie, ta dominacja, to zwyciężanie będzie wynikiem WALKI z przeszkodami – czy to wewnętrznymi (nasze słabości) czy zewnętrznymi (inni ludzie i świat ogólnie).

Dlaczego wspominam ten cytat? Bo jest fenomenalny. Znani nam tu i mi bliscy Nietzsche, ze swoją koncepcją WOLI MOCY, Adler ze swoją POTRZEBĄ MOCY i nasz Witwicki z kratyzmem, czyli „PRZYJEMNYM POCZUCIEM MOCY” rozumianym jako INSTYNKT mówili o tym samym (więcej tutaj). Gore Vidal, mówiąc o „instynkcie PRZEZWYCIĘŻANIA (dominacji)” wpisuje się idealnie w tę trójkę, co ciekawe, najbardziej zbliżając się do naszego Włodzia Witwickiego. Pragnę nieśmiało podkreślić, że słowo INSTYNKT sugeruje, że jest co coś nam naturalne i wrodzone – i mi to słowo podoba się dużo bardziej niż WOLA (sorry Friedrich, wytrzyj gluta i nie rozpaczaj!).

Empatyczny przywódca Frank Underwood – ciepły, serdeczny, życzliwy…

Na pytanie co to wszystko ma wspólnego z SENSEM odpowiadam – jedynie wszystko, ale niewiele więcej!

Wiemy już, że „SENS to jakaś NARRACJA, historyjka, interpretacja, którą przyjmujesz, żeby cierpienie mniej bolało, żeby życie było bardziej znośne – lub lepsze, po prostu.” Co zatem, jeśli za swój SENS PRZEWODNI (że tak to ujmę) uznasz POBUDZANIE INSTYNKTU PRZEZWYCIĘŻANIA? Co się stanie z Twoim życiem, jeśli każda słabość, każda przeszkoda, każdy brak, niepewność, obawa, lęk czy po prostu gorszy dzień będzie dla Ciebie WEZWANIEM DO PRZEZWYCIĘŻANIA, wołaniem do o zdominowania tego co w Tobie słabe, do stłamszenia wszystkiego tego, co wiąże Twoje ręce, nogi, oczy i usta?

I, oczywiście, ten INSTYNKT PRZEZWYCIĘŻANIA to oczywiście nic innego jak INSTYNKT WŁADZY, bo jak już wiemy, władza, w naszym rozumieniu, polega na tym, żeby MÓC, żeby móc CORAZ WIĘCEJ i WIĘCEJ i WIĘCEJ. Bo w końcu, jak wspominam w „UWOLNIJ ZAKŁADNIKA – dlaczego nie osiągasz celów i jak to zmienic”, ludzie dzielą się wyłącznie na tych którzy mogą i na tych, którzy nie mogą. Chodzi o to, żebyś MÓGŁ/MOGŁA tam, gdzie to dla Ciebie ważne. O ten rodzaj władzy mi tu chodzi.

Pobawmy się WŁADZĄ dalej. Wiemy, że politologicznie władzę dzielimy na trzy – to tak zwany trójpodział władzy. Władza ustawodawcza (np. parlament), władza wykonawcza (Prezydent, Premier i rząd) oraz władza sądownicza (sądy).

Ty też masz swój trójpodział władzy:

TWOJA WŁADZA USTAWODAWCZA: Twoja intencja, inicjatywa, motywy, pragnienia, wartości
TWOJA WŁADZA WYKONAWCZA: to Twoje czyny, to co robisz, Twoje działanie, ruch, osiągnięcia
TWOJA WŁADZA SĄDOWNICZA: to co sądzisz i czujesz na swój temat, to jak się postrzegasz

A teraz patrz na to: wspominane już przeze mnie słowa Nietzsche dotyczące MOCY CHARAKTERU, czyli SIŁY INSTYNKTU PRZEZWYCIĘŻANIA mówiąc inaczej:

Wiedzieć czego chcesz, robić wszystko co trzeba i dobrze się z tym czuć – czy potrzeba czegoś więcej?

Trójpodział władzy jak trzeba: Nieliczne motywy (władza ustawodawcza, czyli porządek i kierunek), Energiczne postępowanie to władza wykonawcza, czyli tak zwana egzekutywa oraz Czyste Sumienie czyli władza sądownicza – a więc brak wstydu i poczucia winy wynikający ze spójności i zrozumienia, że napędza Cię (i nadaje Ci SENS) INSTYNKT PRZEZWYCIĘŻANIA.

A klucz do WŁADZY? Ależ proszę bardzo – tym razem pomoże nam znowu House of Cards, znowu sezon 5 (i znowu będzie bez spoilerów, więc spokojnie) – tym razem Claire Underwood, czyli żona Franka Underwooda, uchyli nam rąbka tajemnicy – po to, żebym mógł tę tajemnicę całkowicie roznegliżować. Tym razem odcinek 11, minuta 9-ta (mówiąc prosto do kamery, czyli do nas, widzów, czyli, jak to się fachowo mówi „burząc czwartą ścianę”):

„Żeby było jasne, zawsze wiedziałam, że tam jesteście. Ale mam do was mieszane uczucia. Wątpię w wasze intencje i nie jestem pewna, czy chcę waszej uwagi. To nic osobistego – podchodzę tak do prawie wszystkich.”

Czyżby lekko wyczuwalna rezerwa? Czyżby STATUS ponad sympatię?

Co my tu zatem mamy? Co jest, zgodnie z tym cytatem ESENCJĄ? Esencją jest REZERWA – i tak jak WŁADZA, jak za chwilę zobaczymy – REZERWA rozumiana szeroko.

Jeśli interesuje Cię WIĘCEJ WŁADZY OSOBISTEJ, jedną z najważniejszych lektur uczyń „Sztukę doczesnej mądrości” Baltasara Graciana (świetnie wydana i przetłumaczona przez  wydawnictwo Helion). Bardzo dobra rzecz do poczytania po parę kawałków dziennie, codziennie. Jednym z moich ulubionych cytatów jest ten:

„We wszystkich sprawach miej coś w rezerwie – rezerwa to pieczęć talentu.”

To jeden z tych cytatów nad którymi można się rozwodzić całymi dniami. Rozpakujemy go teraz leciutko, bo jest on – moim zdaniem – kluczowy jeśli chodzi o WŁADZĘ nad SOBĄ (i ostatecznie, jeśli taka Twoja WOLA czy INSTYNKT, nad innymi).

Nietzsche rozumiał, że to DYSCYPLINA (wewnętrzny przymus) prowadzi do wolności

Po pierwsze słowo REZERWA jest szerokie – z jednej strony oznacza rodzaj dyscypliny, powściągliwości, sceptycyzmu, dystansu – nie tylko psychicznego ale i fizycznego. Zakłada zrozumienie, że jesteś częścią gry, zrozumienie, że ludzie są (a przynajmniej bywają drapieżni), że jesteśmy istotami społecznymi, zatem hierarchia oznacza również łańcuch pokarmowy a z tego wynika ostrożność, uważność i rozważność.

„Rezerwa rozważnej osoby sprawia, że inni się gubią. To odkrywa ich uczucia, kiedy ich serca powinny być nieodgadnione.” – poucza Gracian.

O tym jest cytat Claire – jestem sceptyczna, z góry wam nie dowierzam i nie jestem do końca przekonana, czy zasługujecie na moją uwagę – czyli absolutnie klasyczne postępowania osób o bardzo wysokim STATUSIE. I całkowite przeciwieństwo kierowanego emocjami i podnietami (głownie strachem i chciwością) plebsu.

Z drugiej strony REZERWA odnosi się też do Twoich zasobów – czy to pieniędzy, czy to czasu czy energii. Dlatego ta ogólnie pompowana koncepcja, że masz nakurwiać od rana do nocy na 200% jest idiotyczną poradą dla debili. Nie da się maratonu przebiec sprintem. Nie da się zgwałcić sukcesu – o ile chcesz cieszyć się nim nieco dłużej niż przypadkową chwilę.

O tym właśnie mówi druga część cytatu Graciana – „rezerwa to pieczęć talentu”.

Za każdym razem kiedy masz okazję oglądać kogoś genialnego w akcji, weźmy dla przykładów sportowców: Michael Jordan, Floyd Mayweather czy Conor McGregor – masz wrażenie, że wciąż mają rezerwę, że wciąż jest jeszcze potencjał. Nie widzisz kolesia, któremu właśnie pęka żyłka, bo nakurwia na 200%. To napięcie, te zbędne ruchy, to marnowanie energii i innych zasobów – po tym poznajesz amatora.

Dlatego absolutnie zgadzam się z tym, żeby przez zdecydowaną większość dnia „jechać” na 80% możliwości. To zapobiega spaleniu, to zapobiega wypaleniu, jest w tym dyscyplina, jest REZERWA, jest godność, jest wysoki status, jest rodzaj władczego spokoju i opanowania. A OPANOWANIE TO PANOWANIE.

Zresztą, ilustruje to – idealnie – jedna z moich ulubionych historyjek z Winstonem Churchillem w roli głównej. Dziennikarz zapytał Churchilla:

„Panie Premierze, Sir, czemu zawdzięcza Pan swój ogromny życiowy sukces?”
Churchill, bez chwili zawahania odpalił:
„Oszczędzaniu energii. Nigdy nie stój jeśli możesz usiąść i nigdy nie siedź jeśli możesz leżeć.”
Po czym wsiadł do limuzyny prowadzonej przez szofera…

Winston Churchill + Rolls Royce = Prawo Oszczędzania Energii

Czy gość, który był dwukrotnie premierem Wielkiej Brytanii, zdobył nagrodę Nobla w kategorii literatury, który (prawie) dożył 90-tki oraz do dziś uchodzi za największego polityka XX wieku może nas czegoś nauczyć? Nie wiem jak Ciebie, ale mnie może.

Zresztą…

…inny polityk, ale podobna zasada. Parę dni temu SHOWTIME wypościło 4-częściowy wywiad rzekę reżysera Olivera Stone’a z Prezydentem Putinem. Nie miałem jeszcze czasu obejrzeć całego, widziałem tylko fragmenty – zresztą sam fakt, że całość ma być bez cięć wyemitowana w rosyjskiej telewizji dowodzi, że sensacji tam nie będzie. Ale… jeśli będziesz mieć okazję obejrzeć (bo nawet nie musisz rozumieć) to pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy jest UPRZEJMA, KURTUAZYJNA REZERWA z jaką Putin odnosi się do Stone’a. Wiadomo kto tu rządzi, ale pozory zostają zachowane…

W końcu największa zręczność to umieć ukrywać swoja zręczność.

OK, zawracajmy do SENSU jakim może być (a może nawet jest) WŁADZA rozumiana szeroko jako INSTYNKT PRZEZWYCIĘŻANIA (DOMINACJI). Jeśli ta hipoteza jest prawdziwa (roboczo załóżmy, ze jest, ale zachęcam do osobistego testowania) to wniosek z tego jest bardzo prosty:

To jak czujesz się na myśl o ZWIĘKSZANIU SWOJEJ WŁADZY determinuje Twoje życie.

Na szczęście, jeżeli  świadomie lub podświadomie  kurczysz się na myśl o rozroście, NIE oznacza to, że temat jest przesądzony. Zabawna i perwersyjna przewrotność mojej koncepcji (no dobra, nie mojej tylko Gore Vidala, ale on już nie żyje, wiec chyba tego nie czyta…) polega na tym, że PRZEZWYCIĘŻANIE oznacza, że możesz (musisz?) odczytać tę słabość jako WEZWANIE do ZDOMINOWANIA – czyli nadać temu korzystny, promujący konstruktywne działanie SENS.

Bo im więcej POKONUJESZ tym WYŻEJ lądujesz, co przywraca nam temat STATUSU. Wiemy bowiem, a mówią o tym na przykład wykładowcy aktorstwa, że STATUS jest również nawykowy. Używając popularnego dziś języka, Twoja STREFA KOMFORTU odnosi się również do PEWNEGO STATUSU. Są aktorzy, którzy tak bardzo nauczyli się zaniżać swój status, że nie są w stanie – pomimo umiejętności technicznych – zagrać kogoś o statusie wysokim. „Przeciekają” podświadomie, że tak powiem. Niby robią wszystko poprawnie, ale (nomen omen) coś nie gra.

Kiedyś, branżowy magazyn SPOTLIGHT, który „kataloguje” aktorów, na początku wymieniał aktorów WYSOKIEGO STATUSU, potem niskiego STATUSU, a potem dzieci i zwierzęta…

Absolutny mistrz wysokiego statusu Jude Law (czyżbym widział REZERWĘ?)

STATUS jest wszędzie, że tak powiem a „równość wszystkiego i wszystkich” to mrzonki. I tu właśnie pomaga wspomniana REZERWA. Pamiętaj, że wszystko o czym piszę (władza, przezwyciężanie) odnosi się PRZEDE WSZYSTKIM do siebie samego – a tym samym, jeśli zachodzi taka potrzeba (a zachodzi) musisz odnosić się z REZERWĄ do swoich własnych durnych nawyków i szkodliwych odczuć czy przemyśleń. REZERWA oznacza, że nie dowierzasz do końca ani w to, że jesteś „bogiem” ani w to, że jesteś „gównem”.

REZERWA przywraca nam na myśl słowa Króla Dyplomatów, Talleyranda by wystrzegać się swoich pierwszych odruchów, czyli by nie pozwalać by impulsy, automatyzmy i dogmaty rządziły Tobą i Twoim życiem  – szczególnie w sytuacji, gdy nie WYTRENOWAŁEŚ siebie jeszcze by odruchy te były właściwe z punktu widzenia Twojej intencji i służyły Tobie a nie Ty im. Mówiąc inaczej, NIE możesz POZWOLIĆ SOBIE wkręcić się w to co mówią, myślą i czują inni ORAZ w to, co mówisz, myślisz i czujesz TY.

Bo do tego sprowadza się WŁADZA NAD SOBĄ – do tego, że to TY jesteś swoim najważniejszym narzędziem, do tego, że Twoje EGO jest TWOIM SŁUGĄ a nie Ty sługą swojego EGO. W tym sensie WŁADZA, jak mówił Gore Vidal, może być – nawet więcej – powinna być celem sama w sobie z tego prostego powodu, że później rozlewa się na resztę Twojego życia.

A cały trik z WŁADZĄ polega na tym, że nikt nie może Ci jej dać, nikt nie może Ci jej wręczyć – bo jeśli ktoś Ci ją da, to kto ją tak naprawdę dzierży – Ty czy ten ktoś? Władzę się PRZEJMUJE, władzę się ZAKŁADA i łapie, czyli, nawiązując do wpisu „BYĆ JAK CONOR McGREGOR” – bycie WŁAŚCICIELEM NIE JEST punktem docelowym. BYCIE WŁAŚCICIELEM jest PUNKTEM WYJŚCIA, jest miejscem z którego ZACZYNASZ a nie do którego jedynie dążysz.

Oto prosty fakt: JESTEŚ ZAKŁADNIKIEM.
Zakładnikiem samego siebie. DLACZEGO?
Bo WIĘZISZ w środku swój POTENCJAŁ…

Posłuchaj ZWIASTUNA w moim błyskotliwym wydaniu…

Ale ducha nie gaście! W 92 minuty nie tylko zmienię Twoją świadomość ale i dam Ci do ręki narzędzia, które pozwolą Ci uwolnić Twojego zakładnika.

Poznasz 7 Zasad skutecznego działania i 2 Mity, które krępują Twoje ręce i nogi.

Te Zasady to:

  1. Zasada PKP, czyli jak nie mieć już więcej problemów
  2. Zasada 5 Sekund, dzięki której już NIGDY (nie żartuję) nie będziesz ociągać się z działaniem
  3. Zasada Linii Prostej, czyli geometrycznej formuły sukcesu
  4. Zasada Podstawowych Ruchów, czyli co zapewniło wygrywanie Arnoldowi
  5. Zasada Małych Zwycięstw, czyli jak uzależnić swój mózg od zwyciężania
  6. Zasada 30 Dni, czyli jak skuteczność na złotym olimpijskim poziomie
  7. Zasada Rockefellera, dzięki której z nikogo stał się Władcą-Wszechświata….

A Mity?

Mity są dwa: Mit Emocji oraz Mit Czarno-Białego Świata..

Zresztą, posłuchaj sobie spokojnie całego WSTĘPU tutaj

… a jeśli uznasz, że ta inwestycja jest dla Ciebie ze wszech miast korzystna,
zapraszam do szybkiego i bezpiecznego zakupu!

 

Zostaw komentarz

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.