ZWOLNIJ EGZORCYSTĘ! Opętania, demony i korzystna psychopatia

W poście tym będę posługiwał się – poza moimi osobistymi doświadczeniami – dwoma książkami. Za podstawę teoretyczną posłuży nam książka Stevena KESSLERA „THE 5 PERSONALITY PATTERNS” a za ilustracje tego, że KESSLER piszę prawdę, książka – zresztą świetna – redaktora Łukasza GRASSA – „ROBERT KARAŚ – MOJA SIŁA”.

O ile z książki KESSLERA wycisnąłem tu to co najważniejsze, o tyle książkę o KARASIU, zwłaszcza, że jest po polsku, polecam każdemu kto interesuje się high performance.

A teraz do roboty.

Był sobie kiedyś kot taki – Wilhelm REICH się nazywał i był najzdolniejszym uczniem FREUDA. Sam Zigi uważał go za geniusza i traktował jak syna. Do czasu kiedy REICH doszedł do wniosku, że cała ta psychoanaliza jest chuja warta i poszedł swoją drogą. Wtedy, dziwnym trafem, FREUD przestał go ubóstwiać.

Ale my dziś nie o FREUDZIE. REICH był faktycznie jednym z tych pierdolniętych geniuszy, przy których jedną ręką łapiesz się z podziwu za głowę a drugą robisz face palm. Stworzył swoją szkołę terapii – z naszego punktu widzenia nie ma znaczenia jaką, wszak my nie będziemy się naprawiać tylko będziemy się tworzyć.

To co liczy się dla nasz to fakt, że szkoła REICHA opiera się o pracę z ciałem, wszak to ciało jest (również) naszą podświadomością. To co nas interesuje to również fakt, że REICH dokonał swojego podziału na typy osobowości. Żeby być nieco bardziej precyzyjnym – na typy charakteru. Jego model wyglądał bowiem tak, że masz swoje ZACHOWANIA, zachowania te wynikają z twojej OSOBOWOŚCI a osobowość jest wynikiem twojego CHARAKTERU. Charakteru nie w sensie „właśnie wykazał się charakterem” tylko „on po prostu ma taki charakter”.

REICH był koleżką który się w tańcu nie pierdolił i lubił w swoich działaniach rozmach. Z polityczną poprawnością również nie miał wiele wspólnego – jako, że na początku XX wieku jej po prostu nie było. Zatem, jego nazwy typów osobowości są równie barwne jak i sam Wilhelm – schizoidalna, oralna (tu się kłania FREUD), masochistyczna, sztywny (w sensie usztywniony, perfekcjonistyczny) i – i tu zatrzymamy się na dłużej – psychopatyczna.

Wilhelm REICH i jego szykowny włosień na genialnej głowie

 

Każdy z tych typów charakteru ma, co oczywiste, swoją charakterystykę. Ma też, co już nieco mniej oczywiste, własny, specyficzny przepływ energii w ciele. Ten drugi element jest kluczowy, bo nie spotkałem się z żadnym innym podziałem na typy osobowości, gdzie akcent idzie na przepływ energii i zarządzanie nim.

Jak już byłem uprzejmy wspomnieć, każdy charakter ma pewną charakterystykę. Dziś zajmiemy się charakterystyką tego, co REICH nazwał typem psychopatycznym a co dziś neoreichianie (czy jakoś tak) nazywają typem AGRESYWNYM bądź typem PRZYWÓDCZYM.

Kiedy, w paru zdaniach wysłałem tę charakterystykę Alicji Pyszce-Bazan, obecnej Mistrzyni Polski w triathlonie (zdobyła ten tytuł 21 sierpnia 2022 roku w Białymstoku), którą prowadzę mentalnie, zatem, kiedy wysłałem jej tę charakterystykę, odpowiedziała mi jednym słowem: KARAŚ.

Zatem Robert KARAŚ – i nie tylko on, też się tutaj pojawi. Nie oznacza to oczywiście, co muszę niniejszym podkreślić, że Robert KARAŚ jest psychopatą w rozumieniu klinicznym. Oznacza to „jedynie”, że kiedy Robert KARAŚ wchodzi w tryb bycia Robertem KARASIEM (czyli dopuszcza do głosu swojego DEMONA, o czym później) jest esencją charakteru określonego przez REICHA jako 'psychopatyczny’ (tudzież agresywny czy przywódczy).

I jeszcze trzy ważne elementy na początek: to co REICH nazywał charakterem a my powszechnie nazywamy osobowością, jest wyuczoną, automatyczną reakcją mającą na celu przetrwanie a geneza tego mechanizmy sięga dzieciństwa. To było jedno. Po drugie każdy z nas ma jedną domyślną i jedną „zapasową” strategię przetrwania. Jeśli nie działa tryb A, przełączamy się na tryb B lub C. Nie ma nikogo, kto robi tylko cały czas jedną rzecz. I trzeci element, łączący się z drugim – to, że ktoś, jak na przykład Robert KARAŚ ma dominującą strategię AGRESYWNĄ nie oznacza bynajmniej, że zachowuje się zgodnie z nią cały czas od rana do nocy i podczas snu.

Strategie te odpalają się nam najbardziej kiedy w taki czy inny sposób czujemy się zagrożeni. Wszak, jak już wspomniałem, to strategie przetrwania. Zatem, kiedy podnosi się poziom presji, stresu, kiedy stawki idą w górę wtedy przełączamy się (jeśli jesteśmy strategii bardziej świadomi) lub wpadamy (jeśli tu automatyzm nieuświadomiony) w naszą domyślna strategię.

Od tego się wszystko zaczęło…

A teraz, do rzeczy!

Jeśli tu jesteś to pewne jest jedno: po pierwsze jakoś się urodziłeś (nawet jeśli było to niepokalane poczęcie) i miałeś jakieś dzieciństwo. U tych którzy się urodzili i mieli jakieś dzieciństwo pewne jest jedno – żyli a to oznacza, że tak czy inaczej dostawali po dupie. I to co sporcie nazywamy kontuzjami, w życiu codziennym zwie się traumą. Więc tak jak nie możesz uprawiać bezkontuzyjnie sportu tak nie możesz wyjść z dzieciństwa bez draśnięcia traumą taką czy inną – tudzież wieloma.

Filozofia REICHA była taka, że – jak już wspomniałem – to co on nazywał CHARAKTEREM a my teraz powszechnie OSOBOWOŚCIĄ, jest mechanizmem obronnym. I jego zdaniem jest tylko 5 wzorców na jakie można zareagować (plus ich kombinacje).

My nie będziemy przerabiać pozostałych czterech, bo nie chodzi nam o to, żeby się naprawiać tylko o to, żeby się tworzyć, ale zanim zacznę, muszę dodać co następuje: NIE CHODZI o to, żeby z jednego wzorca bezmyślnie wpierdolić się w drugi i tam radośnie pozostać. Jesteś człowiekiem, więc NIE CHCESZ być żadnym kurwa wzorcem. Więc wpis ten NIE MA na celu wymusić na tobie bycie w innym stopniu ograniczonym.

Omawiamy tu wzorzec agresywny (psychopatyczny) dlatego, że ten wzorzec jest najczęściej powtarzającym się wśród ludzi sukcesu. Chodzi zatem żeby go poznać i z niego CZERPAĆ a nie zostać dziwką kolejnego automatyzmu. I tak jak koncepcja OPORU PRESSFIELDA zmieniła moje życie – nazwał coś czego nie umiałem określić – tak koncepcja PRZEPŁYWU ENERGII w typie AGRESYWNYM pokazała mi – DOOKREŚLIŁA, że tak powiem – to co znałem i czułem – u siebie samego, u ludzi z którymi pracuję i u ludzi, których analizuję i o których często mówię.

To troszkę tak jak w grze komputerowej – chodzisz sobie i zbierasz kolejne bronie, które pozwalają ci lepiej radzić sobie z tym co cię czeka.

Capisci?

A o to opiera się ten tekst

GENEZA

Kiedy byliśmy dziećmi, przeżywaliśmy chwilę trwogi, niepokoju czy realnego zagrożenia. W tej sytuacji jedni się odłączali (np. uciekali w świat fantazji, czyli robili dysocjację), drudzy szukali pomocy u innych a jeszcze inni zaciskali zęby i brali to wszystko na klatę.

Była natomiast grupa dzieci, która zmobilizowała swoje wewnętrzne zasoby i skonfrontowała się z zagrożeniem. Jeśli wygrała (lub uznała, że wygrała) dostała pozytywne wzmocnienie i przykład tego co robić, kiedy natrafi się na opór. Dzieci te, podświadomie zobaczyły, że zignorowanie własnych obaw, lęków, strachu – w skrócie dużej części emocji – przy jednoczesnym skupieniu się na własnej SILE i WOLI pozwala im nie tylko przetrwać, ale również wygrywać – a to cholernie przyjemne uczucie, zwłaszcza u kogoś tak zależnego od innych jak dziecko.

W skrócie, cykl wyglądał tak:

Czuję zagrożenie -> Mobilizuję się i konfrontuje -> Wygrywam -> Czuję się NADczłowiekiem

Ci ludzie NIE uciekają, NIE chowają głowy w piasek, NIE podwijają ogona. Nie wierzą, idąc za The Beatles, że miłość jest wszystkim czego potrzebujesz. Ufają tylko sobie, swojej sile i swojej WOLI. Bycie zależnym od innych oznacza dla nich śmierć. Droga do życia i wygrywania prowadzi jedynie przez walkę.

Przy okazji innych: to, że dzieci te skonfrontowały się z zagrożeniem nie oznacza, że nie czekały na pomoc. Oznacza, że pomoc nie nadeszła. Dorosłych nie było, nie rozumieli sytuacji albo mieli ją w dupie. A tym samym, poza tym, żeby ignorować własny strach i mobilizować SIŁĘ i WOLĘ dzieci te nauczyły się jeszcze jednego elementu, a mianowicie staropolskiego: „Jeśli umiesz liczyć, licz na siebie.”

Gdzieś tam, na głęboko podświadomym poziomie, dzieciaki te zaczęły odbierać życie jako walkę o byt, walkę na smierć i życie, albo ja ich albo oni ciebie – ale walkę samotną, gdzie nie można liczyć na pomoc innych, więc nie pozostaje nic innego jak wzmacniać siebie i nie okazywać słabości. Ale tylko nigdy.

Innymi słowami, bo to bardzo ważny moment: ludzi ci nauczyli się odłączać (lub ignorować) swoje obawy, potrzeby (przyda się nam to podczas analizowania osiągnięć KARASIA czy KUBKOWSKIEGO) oraz swoją kruchość jako istoty ludzkiej (czyli ignorować swoją podatność na zranienia od fizycznych po emocjonalne). Zamiast tego skupiają się na doskonaleniu ZBOI (potem pogadamy o tym jakiej).

Tak więc, dla grupy tej, głębokie podświadome druki brzmią: „Licz tylko na siebie”; „Tylko kontrola, siła i władza dają poczucie bezpieczeństwa”, „Siła, wola i przebiegłość są cnotami” podczas gdy „Słabość zabija” a – i tu element kluczowy: „Zaufanie jest dla frajerów”.

Robert i Bartek – zdjęcie Przemysław ZAWALICH (IG: przemyslaw_zawalich_fotografia)

 

Zanim przejdziemy dalej, ważna lekcja. To, że nie byłeś dzieckiem z grupy tych „agresywnych”, które zmobilizowały swoje zasoby i postawiły się by wygrać, to, że twoje dzieciństwo wyglądało inaczej i, dla przykładu, uciekałeś do własnej głowy albo z płaczem po pomoc dorosłych, nie oznacza, że TERAZ nie możesz „modelować” dzieci z wzorca agresywnego.

Jak już wspominałem w jednym z wcześniejszych podcastów, jest bardzo prosty sposób na to, by zmienić swoją przeszłość – zacząć zachowywać się inaczej TERAZ, bo za chwilę teraz będzie już przeszłością i jeśli teraz zaczniesz zachowywać się inaczej – inaczej zaczną wyglądać twoje punkty odniesienia.

Zatem, zamiast – jak to teraz modne – opłakiwać, że twoje dzieciństwo nie było optymalne, przenieś strategię o których mówię na poziom operacyjny tu i teraz. Tamte dzieci nie miały wyboru – w tej rosyjskiej ruletce charakterów w komorze było tylko 5 pocisków – a one trafiły na jeden z nich. Ty, jako osoba dorosła, masz wybór – i mam nadzieję, że rozumiesz to tak samo jak i ja.

Czyli – ten wątek o genezie nie nie po to, żeby mieć wymówkę dlaczego teraz masz przejebane – tylko po to, żeby zrozumieć prosty fakt – skoro zasmarkany dzieciak umie się postawić, ty też masz teraz taką możliwość.

Do zapamiętania z genezy jest to – z dzieci tych wyrastają silni dorośli, którzy:

  1. Nie ufają ludziom
  2. Postrzegają świat jako niebezpieczny
  3. Polegają wyłącznie (lub głównie) na sobie i swoich zasobach
  4. Które potrafią błyskawicznie mobilizować

Wszystkie te elementy są ważne, potem zobaczymy dlaczego.

Idziemy dalej.

ZBROJA

Dobra – załóżmy, że jesteś teraz tym bachem, który się stawia. Stawia i wygrywa – a przynajmniej tak to interpretuje albo czuje moc i niezależność w samym akcie się stawiania. Żebyś mógł się jednak stawiać, musisz iść pod prąd tego co czujesz – przebić się przez strach. A tym samym musisz przebić się przez swoją biologię – robić rzeczy wbrew temu co nakazuje ci twoje ciało czy twój mózg.

„Przeciwstawienie się swojemu ciału jest bardzo poważna sprawą – pisze w wiadomym temacie psychoterapeuta Steven KESSLER – wymaga bowiem nadzwyczajnej ilości SIŁY WOLI. Oraz nadzwyczajnego SAMOPOŚWIĘCENIA. Bowiem, aby zapewnić sobie fizyczne przeżycie, osoba która korzysta z agresywnego wzorca, poświęca do pewnego stopnia poczucie bycia w pełni żywym.”

KESSLEROWI chodzi o to, że wpadając w ten wzorzec musisz z wielu elementów rezygnować. Najważniejsza jest siła i wola. Brak zaufania do innych (i do świata) oznacza, że w najepszym wypadku masz problemy przed otwieraniem się a w najgorszym nie jesteś w stanie zbudować relacji. Oznacza również, że jesteś albo za podwójną gardą, albo napierdalasz pięściami. Oczywiście, im bardziej świadomy jesteś mechanizmów i im większą masz władzę nad sobą, tym bardziej możesz ten wzorzec pimpować.

I dalej KESSLER:

„By wyglądać na większego, a tym samym groźniejszego, człowiek taki kieruje całą energię do górnej części swojego ciała a potem wypycha ją przed siebie. Tym samym „nadyma” siebie i „spuszcza powietrze” z innych, ponieważ, jak na huśtawce, to on musi być na górze by inni byli na dole.”

Z flaków na zewnątrz

 

A oto wzorzec energii charakteru agresywnego:

„Ponieważ przepływ energii wewnątrz ciała ma wpływ na jego wygląd, ludzie ze wzorca agresywnego u których zwiększony jest przepływ energii do górnej części ciała mają tę część zazwyczaj bardziej rozbudowaną niż część dolną. Ich ciało zazwyczaj przyjmuje kształt litery V, z szerokimi, silnymi ramionami i węższymi biodrami. W porównaniu do górnej części ich nogi wydają się nieproporcjonalnie drobne (…). Ciało ludzi tych jest zazwyczaj sile i atletyczne ale wielokrotnie całkowicie rozbite od ciągłego wystawiania go na próby i jechania po bandzie. Testowanie możliwości własnych i swojego ciała gwarantuje ludziom tym wyrzuty adrenaliny od krócej niejednokrotnie są całkowicie uzależnieni.”

Brzmi znajomo?

WOLA JEST WSZYSTKIM A PRAWDA CAŁĄ RESZTĄ

Skoro wiemy, że – będąc w tym trybie – najważniejsza jest wola i siła, skoro wiemy, że – w tym trybie – słabość i ufanie innymi może być śmiertelnym błędem, jest jeszcze jeden element, na który ludzi ci są instynktownie nastawieni.

Prawda.

Niezależnie od tego jaka jest. Co jest logiczne – bo jeśli chcesz przeżyć czy wygrywać w niebezpiecznej grze, nie uciekasz w świat fantazji czy iluzji, tylko uczysz się czytać rzeczywistość.

„Ponieważ postawienie w przeszłości na miłość i więź skończyło się dla nich zranieniem, teraz nastawieni są na poznanie prawdy o danej sytuacji – pisze KESSLER. Odkrywanie tej prawdy postrzegają jako kluczowy element przeżycia, w przeciwieństwie do więzi czy miłości. A to przekłada się na to, że świat, którego doświadczają jest całkowicie innym niż ten, który widzą i czują ci o innym punkcie odniesienia.”

„Aby móc rozpoznać prawdę, są mistrzami wyczuwania gównoprawdy, czyli mają umiejętności, które możemy nazwać ulicznym sprytem. Są, pod względem wykrywania prawy, bardzo wrażliwi energetycznie i mają doskonały kontakt ze swoimi flakami – wiedzą od razy czy coś jest 'nie tak’. Potrafią w ten sposób, dosłownie, wykrywać kłamstwa innych.”

„Ich strategia tak naprawdę polega na czytaniu energii mówiącego i porównywaniu tego odczytu do jego słów. Jeśli jest dopasowanie – czyli jeśli osoba tam mówi prawdę lub to co uważa za prawdę – zaufają ci i będą słuchać dalej. Jeśli jednak dopasowania tego nie będzie, niezależnie od tego co usłyszą, temat będzie zakończony. (…) W skrócie, ludzie ci nie tyle wierzą twoim słowom, obietnicom czy działaniom co reakcji własnych flaków.”

„Interesuje ich tylko i wyłącznie prawda. Przyjemna, nieprzyjemna, pocieszająca lub przerażająca, ale prawda. Są wręcz gotowi ulec prawdzie danej sytuacji, choć nigdy nie ulegliby żadnemu człowiekowi. Bowiem uleganie ludziom jest porażką. Uleganie prawdzie – sztuką przetrwania.”

NAJWIĘKSZY LĘK

Największym koszmarem dla tych ludzi jest BYCIE SŁABYM, bo bycie słabym oznacza bycie zależnym. I dlatego główną grą, w którą grają jest KONTROLA i DOMINACJA. Im głębiej siedzą w tym wzorcu, tym bardziej obsesyjna ta potrzeba. Ciekawe jest to, że lęki można rozpoznać u nich po tym co robią – niekoniecznie po tym co czują, bo, jak już wspomniałem, nauczyli się nie czuć. Wszelkie emocje i potrzeby, które mógłby dać innym ludziom przełożenie zostają zminimalizowane albo usunięte.

Jak? Zazwyczaj przez udawanie – lub wierzenie w to – że masz na to coś wyjebane. Pamiętasz jak w jednym z ostatnich wpisów mówiłem o królewskiej zasadzie NEVER COMPLAIN, NEVER EXPLAIN (NEVER APOLOGIZE)? Zgadnij po co to? A po to, żeby nie okazywać – ani wewnętrznie anie zewnętrznie – słabości, bo słabość prowokuje i daje innym przewagę. A jak już wiemy – innym nie można ufać a świat jest miejscem niebezpiecznym.

Ponieważ ludzie ci, podświadomie i swoimi czynami, stawiają na SIŁĘ, WOLĘ i WŁADZĘ nie wpisują się za bardzo w – teoretycznie obowiązujący – judeochrześcijański model miłości i empatii. Piszę teoretycznie obowiązujący, bo jakoś za dużo tej miłości i empatii w realnym świecie nie zauważyłem. W swojej postawie bardziej przypominają to co robią włodarze kościoła katolickiego niż to co głoszą.

Zdecydowanie POLECAM!

 

Podsumowując – największym lękiem AGRESYWNEGO wzorca nie jest – powtarzam – NIE jest to, że czegoś tam im brakuje. Największym lękiem jest BYCIE ZALEŻNYM OD INNYCH.

Jest jeszcze inny lęk, jaki mają te osoby. Dość zabawny wydawać by się mogło – ale bardzo logiczny. Ludzie ci obawiają się niskich poziomów napięcia – bo niskie poziomy napięcia kojarzą ze słabością. To między innymi dlatego jest to energetycznie ostatni typ, który zajmie się medytacją (KARAŚ nie medytuje i szybciej zrobi 100-krotnego IRONMANA niż 100 dni medytacji pod rząd).

Zatem ludzie ci lubią „być pod napięciem” – lub, jak to się mówi – lubią kiedy coś się dzieje. Dlatego bardzo często pakują się w sytuacje stresu czy presji – o czym już za chwilę, szeroko i w kolorze. W skrócie – od dopaminy wolą jedynie adrenalinę. Dlaczego adrenalinę? Bo ona ich „pompuję” a oni mogą tę „pompę” puścić od flaków w górę a potem wyrzucić w stronę wyzwania.

JACK NICHOLSON

Jeśli nadal, jakimś cudem, nie wiesz jak ten archetyp wygląda w rzeczywistości, włącz sobie DOWOLNY film z Jackiem NICHOLSONEM. Nikt, ale to dosłownie nikt, tak jak Jack nie potrafi się na ekranie WKURWIAĆ i CZAROWAĆ – czasami w tym samym momencie. O GNIEWIE pogadamy sobie za chwilę, ale narazie wracamy do Jacka.

Ludzie o wzorcu agresywnym potrafią zarówno ZASTRASZAĆ jak i CZAROWAĆ. Może inaczej – ci, którzy są na wyższym poziomie, również kompetencji i świadomości, oraz na wyższym poziomie statusu, potrafią robić i jedno i drugie. Bowiem najważniejszym mechanizmem obronnym 'agresywnych’ jest – jak się zapewne domyślasz – AKTYWNA AGRESJA właśnie.

Aktywna agresja stoi w przeciwieństwie do agresji pasywnej – która charakteryzuje innych ludzi. Ponieważ, jako dzieci (lub na późniejszym etapie życie) 'psychopatyczni’ nauczyli się, że konfrontowanie się popłaca, nie ukrywają swojego gniewu, niezadowolenia czy swojej agresji, tylko używają jej – strategicznie – by mieć od życia to czego pragną. Zupełnie jak NICHOLSON, JORDAN czy BRYANT umieją używać swojego GNIEWU jako narzędzia wywierania wpływu.

W wielkim skrócie, AKTYWNA AGRESJA może przybierać formy:

  1. Zastraszania
  2. Charyzmy / uroku osobistego
  3. Połączenia pierwszego z drugim

Jeśli nie wiesz jak w tej samej chwili można zastraszać i przyciągać polecam zobaczyć film „ANGER MANAGEMENT” („Dwóch gniewnych ludzi”) z Adamem SANDLEREM i Jackiem NICHOLSONEM. Oglądając zwróć uwagę jak grany przez NICHOLSONA dr. Buddy RYDELL potrafi w ciągu – dosłownie – ułamka sekundy przejść od neutralności do wybuchu i uśmiechu. NICHOLSON w tym filmie jest esencją AKTYWNEJ AGRESJI. Polecam.

FLAKI

Pamiętasz teksty, na przykład GROVERA o tym, że WYMIATACZE żywią się stresem i presją. Jeśli jeszcze raz zobaczysz jak energetycznie wygląda ten wzorzec, łatwo można zrozumieć, łatwiej będzie zrozumieć co miał na myśli. STRES czy PRESJA używane są przez nich do PODNIESIENIA poziomu swojej energii i rzucenia się do ATAKU.

„TAK SZYBKO, JAK TYLKO MOGŁEM, WSIADŁEM NA ROWER
I POWRÓCIŁEM DO TRYBU 'KARAŚ JEDZIE PO ZŁOTO'” – Robert KARAŚ

O ile inne wzorce stres i presję będą tłumić w sobie, uciekać od nich albo rozpadać się pod ich wypływem, tu traktowane one są jako wezwanie do napompowania się energią a następnie do wyrzucenia tej energii w stronę przeszkody czy przeciwnika.

Jest tu jeszcze jeden bardzo, ale to bardzo ważny moment – jak już wspominałem, to właśnie pod wpływem stresu i presji każdy z nas obiera jakaś – zazwyczaj automatyczną – strategię. Czyli stres i presja jest „wyzwalaczem”. U 'agresywnych’ powoduje ona NATYCHMIASTOWE zejście do flaków. A to oznacza, że NIE siedzą oni w swojej głowie albo nie bujają w przestrzonach.

To jest SKRAJNIE ważny moment, bo pokazuje, jako można sobie lepiej ze stresem czy presją radzić. Kiedy pytam ludzi, żeby pokazali mi gdzie jest ich świadomość, 99% ludzi wskazuje swoją głowę. Ludzie, którzy najlepiej radzą sobie z presją i stresem „spychają” tę świadomość z głowy do flaków.

Dzięki temu są bardziej obecni i mają bardziej klarowny obraz sytuacji.

KARAŚ / GRASS:

„Wielu ludzi nie zastanawia się nad tym co ich spotyka, nie analizuje i nie roztrząsa każdego za i przeciw. Po prostu poddają się fali, wskakują na nią i płyną, dopóki nie zaczyna wygasać. Wtedy starają się wskoczyć na kolejną. Właśnie do takich osób należę. Słucham swojej intuicji, żyję chwilą i staram się wskoczyć na odpowiednio wysoką falę, żeby popłynąć na niej jak najdalej.”

Pomyśl o tym w ten sposób – każdy z nas znajduje się w jakiejś przestrzeni. Mamy – w tym modelu i dla ułatwienia – przestrzeń zewnętrzną (w tej chwili gdzieś tam jesteś – np w lesie na spacerze albo w swoim pokoju) ale mamy również przestrzeń wewnętrzną, czyli miejsce, gdzie przybywamy zazwyczaj albo niemal zawsze. I tak, dla przykładu, tak zwani „odlepieni” ludzie często są w ogóle poza swoim ciałem. Zdecydowana większość przez niemal całe swoje życie mieszka non stop w głowie. Ludzi co, w sytuacjach zagrożenia, dosłownie mają wrażenie jakby cali stali się głową.

Jednak ludzie, o których jest ten post schodzą wtedy do swoich flaków – do tego bardziej pierwotnego mózgu, tej części „zwierzęcej”, tego miejsca, gdzie mieszka drapieżnik.

„NAPIERAŁEM. NIE MYŚLAŁEM.” – Robert KARAŚ

I dosłownie teraz, czytając lub słuchając moich słów, możesz przenieść swoją świadomość i czucie o parę pięter niżej i zejść do flaków – i gwarantuję ci, że poczujesz się inaczej. Zrobi się ciszej a ogląd sytuacji będzie znacznie, znacznie lepszy.

Na koniec podpowiem, że to schodzenie do flaków jest trochę jak medytacja – nie da się tam być cały czas – podobnie jak nie można mieć cały czasy pustego umysłu – ale cały czas można tam wracać.

Zatem, od teraz, zacznij zwracać uwagę na to, w jakiej przestrzeni wewnętrznej zamieszkujesz i czy przestrzeń ta ułatwia ci osiągania tego, czego chcesz.

I znowu KESSLER:

„Pod wpływem presji czy stresu osoba ze wzorca agresywnego schodzi do swoich flaków, podbija TAM poziom energii a następnie nakierowuje energię tę na zaatakowanie problemu. Można dosłownie stwierdzić, że ludzie ci używają stresu jako wezwania do zejścia jeszcze bardziej do flaków [zwróć uwagę, że 'jeszcze bardziej’ oznacza, że ludzi ci w jakiejś części są tam ciągle lub często – RM]. Co więcej – ludzie ci będą wręcz SZUKALI stresu bo dzięki niemu czują się tam bardzo ŻYWI i PODŁĄCZENI. To jest jeden z głównych powodów ich zaangażowania w ekstremalne czy niebezpieczne sporty – mogą schodzić wtedy do swoich flaków i czuć, że NAPRAWDĘ ŻYJĄ.” 

Chwila relaksu

Jeszcze kurwa raz bo to jeden z kluczowych momentów – nie będziesz czuć że naprawdę żyjesz siedząc w swoich kurwa łbie. Spójrz na to tak – mam nadzieję, że doświadczyłeś kiedyś bycia zakochanym. Czy siedzisz wtedy w swojej głowie? Tak, jasne, myślisz o tej osobie, myślisz bez przerwy, ale nie siedzisz w głowie tylko jesteś dużo niżej, na dużo bardziej czystym i pierwotnym poziomie.

Czy jest serce, splot słoneczny czy flaki – to nie ma tu dla nas znaczenia. Znaczenia ma, że w chwilach WIELKOŚCI lub UNIESIEŃ wychodzimy z głowy i schodzimy na niższy, bardziej zwierzęcy, nie napierdalający słowami poziom.

Pozostaniemy jeszcze na moment przy temacie przestrzeni. Jest bardzo ważna a nie słyszałem, żeby klasyczna psychologia się nią zajmowała. Jest jeszcze jeden „patent”, który „agresywni” robią, kiedy mierzą się z wyzwaniem – niech będzie to w tym przykładzie jakiś ambitny projekt – zupełnie przypadkowo wybierzmy coś w stylu 10-krotnego IronMana albo przepłynięcia Bałtyku z Polski do Szwecji – wpław – poniżej 60 godzin – zatem, kiedy mierzą się z takim wyzwaniem, z miejsca SCHODZĄ DO SWOICH FLAKÓW z podświadomym pytaniem – MAM CO TRZEBA CZY NIE MAM?

I kiedy mówię o pytaniu „Czy mam co trzeba?” nie mowię o zewnętrznej logistyce. Tak kurwa myśli głowa. Ja mówię o tym, czy FLAKI CZUJĄ, że to jest do zrobienia. I jeśli flaki czują, że to jest do zrobienia, że damy kurwa radę – wtedy od razu jest zielone światło i wtedy od razu jest działanie.

„WIESZ DLACZEGO WIELU ZAWODNIKÓW PRZEGRYWA RYWALIZACJĘ Z TEORETYCZNIE SŁABSZYMI?
BO WIZUALIZUJĄ SOBIE SWOJĄ PORAŻKĘ.” – Robert KARAŚ

Większość osób, stając przed takim wyzwaniem (czy dylematem) wychodzi w przestrzeń zewnętrzną, zastanawiając się nad tym wszystkim co będzie trzeba zrobić, mieć, zaplanować, opanować i tak dalej. A ponieważ nie da się przewidzieć wszystkiego – zazwyczaj wielkie plany szlag trafia.

„Agresywni” robią inaczej – bo są kurwa agresywni. Wchodzą do środka, zjeżdżają do flaków i w ułamku sekundy konsultują – dam radę czy nie dam? A ponieważ, jak już wiemy, w przeszłości wygrywali (lub się nie poddawali) światło często okazuje się ZIELONE.

Wynikiem tej strategii jest to, ze u ludzi tych PRAGNIENIE PROWADZI BEZPOŚREDNIO DO DZIAŁANIA.

Pomysłodawcą Ultra Baltic Swim – 170 km wpław przez Bałtyk – był Robert KARAŚ. To Robert uznał, że Bartłomiej KUBKOWSKI jest jedyną osoba, która może tego dokonać. A może raczej – to flaki KARASIA tak uznały. Więc zakomunikował mu to z grubsza tak: „Łatwizna. Jesteś rybką. Wchodzisz, wychodzisz, opierdolone.” 

Bartek i ZENJASKINIOWCA podczas ULTRA BALTIC SWIM ’22 -zdjęcie Przemysław ZAWALICH (IG: przemyslaw_zawalich_fotografia)

 

Nie da się tak myśleć z poziomu głowy. Nikt również, z poziomu głowy, nie pojedzie na 10-krotnego IronMana (38KM pływania; 1800KM roweru i 422KM biegania pod rząd) niecałe 3 tygodnie po chirurgicznym zabiegu. Nie ma chuja we wsi, żeby zrobić to z głowy. Ale, jak uczy nas fizjologia, chuj jest pod flakami, więc będąc we flakach jest chuj we wsi. A przynajmniej w okolicach wsi.

„Ludzie tego wzorca nagminnie i selektywnie odnoszą się jedynie do swoich mocnych stron, ignorując słabości, potrzeby oraz odczucia. Bardzo często całkowicie nie zwracają uwagi na innych, a jeśli zwracają, to zazwyczaj po to, by porównać swoje możliwości do ich.” – pisze KESSLER.

„NA PEWNO MOTYWACJĄ BYŁO CIĄGŁE DUBLOWANIE I POWIĘKSZANIE PRZEWAGI” – Robert KARAŚ

Następne zdanie KARAŚ i KUBKOWSKI mogą oprawić sobie w ramkę:

„Mierząc się z wyzwaniem, zazwyczaj uwagę zwracają JEDYNIE na to czy przeżyją – dlatego nie skupiają się na swoich słabościach czy potrzebach.”

KARAŚ / GRASS:

„I ostatnia sprawa – zawsze walczę do końca, ale chyba pierwszy raz w życiu nie przekroczę cienkiej czerwonej linii, bo wiem, że mam dla kogo żyć [dla syna MILANA i Agnieszki WŁODARCZYK – RM]. (…) Jeśli tutaj upadnę i stracę z wami kontakt dwa razy, ściągnijcie mnie z trasy. Jeśli po pierwszym liściu wstanę i będę biegł – super, ale gry po drugiej takiej sytuacji będziecie widzieli, że nie ma ze mną kontaktu, że zasypiam i nie można mnie dobudzić, na siłę ściągnijcie mnie z trasy i zwiążcie, żebym nie próbował biec dalej.”

I dalej KESSLER pisze:

„Ich dialog wewnętrzny przypomina coś w stylu: „Czy mam wewnętrzne zasoby by to przetrwać? Jeśli mam, to do roboty! (…) A ponieważ ludzie ci uważają, że siłą swojej WOLI mogą pokonać wszystko, przeświadczenie to GÓRUJE nad sygnałami z ciała, zgodnie z zasadą 'to tyko draśnięcie, więc nie ma znaczenia’. Jednak to przeciwstawianie się swojemu ciału zostaje zatrzymane gdy ich życie lub zdrowie są realnie zagrożone. Na tego typu sygnały zwracają uwagę.”

„BÓL I STRACH TO FIKCJA” – Robert KARAŚ

„Na tej samej zasadzie nie interesuje ich CAŁOŚCIOWY OGLĄD SYTUACJI. Interesują ich WYŁĄCZNIE ich WEWNĘTRZNE ZASOBY niezbędne do wykonania zadania.”

„Zwracanie uwagi na całościowy ogląd sytuacji albo na wszystkie sygnały z ciała zaburzałoby ich poczucie WSZECHMOCY i NIEZNISZCZALNOŚCI – a tego szczerze nie cierpią. Zatem – [teraz KUBKOWSKI i KARAŚ uśmiechają się porozumiewawczo] PRZESTAJĄ mierzyć sygnały z ciała i PRZEŁĄCZAJĄ się na MIERZENIE SWOJEJ WOLI. Bo o ile ciało jest ograniczone, WOLA jest NIESKOŃCZONA, zatem zamiast mierzenia tego, czy ich ciało jest w stanie wykonać zadanie, zwracają uwagę na swoje pokłady WOLI.”

„Dialog w ich głowach to coś w stylu: „MOGĘ i ZROBIĘ!” Postrzegają oni swoją WOLĘ jako źródło ich nadzwyczajnych możliwości, WOLĘ znacznie bardziej niż siłę. Dlatego celebrują każdy przypadek zwycięstwa woli nad ciałem czy materią, a ich ulubione powiedzonka to „To tylko kwestia WOLI” czy „To musi być trudne żeby było coś warte!”

KESSLER podsumowuje to tak:

„Są w stanie dokonywać tych wszystkich niesamowitych wyczynów bo nie skupiają się na odczuciach ze swojego ciała, monitorując jedynie sygnały mówiące o zagrożeniu życia. Póki ciało jest w stanie – jakoś – funkcjonować, dają sobie zielone światło. (…) Skupiają się w CAŁOŚCI na tym czego chcą a możliwości ciała naginają siłą WOLI.”

KARAŚ / GRASS:

„Jeśli masz do czynienia ze zwycięstwem ducha nad materią, to zawsze pojawia się pytanie, na ile możesz tę materię nagiąć. Jak bardzo jesteś w stanie zmusić organizm do ponadprzeciętnej pracy, która może doprowadzić do przeciążenia (…)”

i dalej:

„Moje myślenie o zejściu z trasy nie miało nic wspólnego ze słabą psychiką, z poddawaniem się i odpuszczaniem. Przegrana jest dla mnie naturalną składową uprawiania sportu [mały pro-tip: bycie gotowym na porażkę otwiera cię na zwycięstwa, bo możesz zacząć grać, żeby wygrać a nie grać, żeby nie przegrać – RM], ale kiedy wiem, że nie mogę dać z siebie wszystkiego z przyczyn niezależnych ode mnie – rezygnuję. Kontuzja to nie kryzys. To sygnał, że można naprawdę przegiąć, co udowadnia wielu amatorów ścigających się do końca, mimo, że ich organizm wysyła sygnał, że to nie czas na pokazywanie ambicji i własnego ego. Bardzo często takie osoby kończą przygodę ze sportem raz na zawsze, bo uraz pogłębia się do tego stopnia, że nie pomaga już żadna operacja. My, sportowcy żyjący z uprawiania triathlonu, musimy brać pod uwagę, że jedna nieodpowiedzialna decyzja i forsowanie organizmu mogą oznaczać koniec kariery, koniec zarabiania na życie i konieczność szukania innego zajęcia.”

I ta perełka:

„Starałem się uważnie wsłuchiwać w to, co mówi mi ciało, chociaż zdawałem sobie sprawę, że POTRAFIĘ BAGATELIZOWAĆ SYGNAŁY, które mi ono wysyła.”

KosmoFoka: wynurzenie – zdjęcie Przemysław ZAWALICH (IG: przemyslaw_zawalich_fotografia)

ENERGIA

Wróćmy jeszcze raz do tematu energii. My, teraz, żyjemy w tym zjebanym naukowym redukcjonistycznym modelu energii – kalorie zjadane vs kalorie spalane, suplementy, kofeina, modafinile, adaptogeny i tak dalej i tak dalej. W skrócie – dziś paradygmat jest taki, że masz to dostarczyć z zewnątrz.

Moja Marta bez przerwy ma pacjentów, którzy myślą, że jak przybiją sobie test (znowu coś z zewnątrz, a jakże) to zostaną z miejsca gwiazdami porno. Nie kumają tematu wewnętrznego przepływu energii, jej generowania oraz tego, że gdy siedzisz w swojej głowie to i trenbolon może nie pomóc.

Mówiłem o tym, że 'agresywni” bycie „bez napięcia” odbierają jako słabość. Jako słabość, tym samym, odbierają niski poziom energii. Dlatego potrafią robić – poza kumulowaniem energii we flakach i wyrzucaniem jej na zewnątrz – jeszcze jeden energetyczny patent. Potrafią „wysysać” ją z innych otaczających ich ludzi. Nie na zasadzie energetycznych wampirów – gdzie owszem, energia zostaje z ciebie wyssana, ale cała idzie gdzieś w pizdu w eter. 'Agresywni’ ścigają tę energię i kumulują w sobie. Napoleon, gdy wygrywał, spał 3-4 godziny dziennie. Funkcjonował fantastycznie. Potrafił bowiem „zasysać” energię z otoczenia – bez przerwy przecież miał do czynienia z ludźmi.

Ten sam Napoleon, ujebany pod Moskwą, a potem uwięziony na wyspie Świętej Heleny spał po 10-12 godzin i był depresyjny. Przestał być podłączony. Na wyspie św. Heleny był generalnie sam, więc trudniej było się odpalić. Pod Moskwą morale wojska padło, więc trudniej było się podłączyć.

Dlaczego trudniej było się podłączyć? Z prostego powodu – myk zasysania energii polega bowiem na tym, że 'agresywni’ najpierw podkręcają swoich ludzi do bardziej 'naadrenalizowanego’ stanu i dopiero potem zaciągają tę elektryczną energię.

Zajście do flaków i pompownie się adrenaliną to ich główna strategia przeżycia i rozkwitania. Adrenalina podnosi ich poziom energii (jeśli nie wiesz jak, zobacz kultową scenę zastrzyku z adrenaliny prosto w serce w filmie 'PULP FICTION”) a energia z kolej skierowana jest następnie na projekty, przeszkody czy wrogów.

EMOCJE

Omówiliśmy ENERGIĘ, to omówmy teraz – a nie będzie to szczególnie skomplikowane zadanie – EMOCJE tych, których REICH nazywał „psychopatami”. A będzie to proste zadanie, bo tak jak już w części Jack NICHOLSON napisałem – ich domyślną emocją jest po prostu GNIEW.

Szukają – aktywnie – powodów do GNIEWU kiedy ich poziom energii jest zbyt niski, albo, reagują GNIEWEM, kiedy poziom napięcia zaczyna być w ich ciałach zbyt wysoki. Patrz – Bartek KUBKOWSKI tuż przed atakiem na Bałtyk.

Sytuacja wyglądała tak, że od 15 lipca – jako jego ekipa – byliśmy w pełnej gotowości bojowej, co oznaczało, że kiedy tylko otworzy się okno pogodowe, mamy – wszyscy – w ciągu 12h pojawić się w Kołobrzegu. Allah jednak sprawiał, że okno pogodowe nie pojawiało się, a to oznaczało czekanie. Czekanie i czekanie i czekanie po roku przygotowań. Czekanie na wiadomo co – ale nie wiadomo kiedy.

A to oznaczało, że u KosmoFoki zaczęło podnosić się napięcie, które, jak już wiesz zaczęło nabierać kształtu, koloru i konsystencji pełnowymiarowego WKURWU. Bartek po prostu w ten sposób się mobilizował, w ten sposób generował w wewnętrznym obiegu energię potrzebną do tego pojebanego wyzwania.

W przeciwieństwie bowiem do tego co jest domyślnym trybem emocjonalnym innych typów energetycznych – czyli w przeciwieństwie do lęku, wstydu czy poczucia winy, które energię zabierają – GNIEW pięknie ją KURWA generuje. Nie widziałem jeszcze bowiem wkurwionej depresyjnej osoby.

GNIEW dodaje energii i GNIEW przygotowuje do walki na śmierć i życie. Nie bez powodu KESSLER piszę, że jednym z pytań, które zadają sobie agresywni (świadomie czy nie) jest: „Jak bardzo muszę się wkurzyć żebym dostał to czego chcę?” I to właśnie ta umiejętność generowania wewnętrznej energii – poprzez GNIEW głównie – odpowiada za to co potrafią osiągnąć i przeżyć ludzie, których omawiam. To właśnie pozwala im radzić sobie z presją, stresem i zagrożeniem.

To jest zresztą bardzo ciekawa i przewrotna strategia: mówiliśmy o tym, że kiedy ludzi ci poczują rosnące wewnętrzne napięcie, konwertują je w GNIEW i ruszają do boju. Mówiliśmy też o tym, że ludzi ci często NIE odczuwają (lub nie zdają sobie świadomie sprawy, ze odczuwają) lęku, strachu, wstydu czy wyrzutów sumienia (zobaczymy to u KARASIA). Jakim cudem? A właśnie takim cudem. Ponieważ nauczyli się tego NIE czytać, odbierają to jako wzrastające napięcie (bez wchodzenia w niuanse co to takiego jest) i generują z tego GNIEW czyli de facto ENERGIĘ.

Czyli – im więcej wewnętrznego napięcia (lęku, strachu, obaw, wstydu czy winy) tym WIĘCEJ ENERGII, WOLI, DETERMINACJI i chęci WYGRYWANIA.

I jest to oczywiście coś, co dość łatwo można modelować, ale to już temat na inną okazję.

Przy okazji WOLI WALKI, WOLI WYGRYWANIA i samej KONFRONTACJI – a więc również pojebanych wyzwań sportowych: taka walka, czy też rywalizacja daje im okazję – a może raczej wymówkę – by w końcu wcisnąć gaz do dechy i dać upust wszystkiemu temu co gromadzi się w środku. Czyli jest EMOCJONALNYM WENTYLEM. Paradoksalnie – rodzajem UKOJENIA, bo można oczyścić system bez analizowania czy odczuwania wachlarza odczuć czy emocji.  To nadaje nieco innego kształtu słowom Roberta KARASIA: „Kiedy cierpię, czuję WOLNOŚĆ”.

KOMPETENCJE

Mówiliśmy o tym, że – generalnie – temat miłości, empatii i zaufania albo jest trzeciorzędny albo w ogóle nie istnieje. Zatem wszystko – jak u Terminatora – staję się zadaniem do wykonania. A kiedy mówimy o wykonywaniu zadań, mówimy również o poziomie KOMPETENCJI.

KOMPETENCJE – kompetencje kurwa są drugie po Bogu. Po Bogu zwanym WOLĄ. Najpierw WOLA, potem KOMPETENCJE. Jeśli jesteś kompetentny – jesteś w ich oczach wartościowy. Jeśli nie jesteś – nie istniejesz. Jesteś nikim. Zerem. Planktonem. Zresztą – ta sama ewaluacja (czyli wycena wartości) odnosi się do nich samych – wszystko bowiem sprowadza się do pytania: CZY JA MAM TO CO TRZEBA. A czego trzeba? WOLI i UMIEJĘTNOŚCI.

ULTRA BALTIC SWIM 2022 – zdjęcie Przemysław ZAWALICH (IG: przemyslaw_zawalich_fotografia)

 

Ludzi ci wierzą w społeczną hierarchię – jedni są na topie, inni są na środku a jeszcze inni na samym dole. O miejscu w tej hierarchii decyduje – nie zgadniesz – WOLA i KOMPETENCJE. Tak, jasne: można coś odziedziczyć po tatusiu, można otrzymać posadkę w spółce skarbu państwa, można mieć tytuł profesora. Ale takie coś akurat agresywnym lata koło chuja – albo kurwa masz co trzeba albo nie masz i jesteś pizdą. Nawet jeśli pizdą na najwyższych stanowiskach albo z miliardami.

KARAŚ / GRASS:

„Kwintesencją działania w służbach mundurowych jest gotowość do wykonywania rozkazów, ale dla mnie hierarchia i stopnie na pagonach nie były najważniejsze (…). Nie byłem jednak w stanie zaakceptować wykonywania poleceń absurdalnych, mających na celu wyłącznie pokazanie niższemu stopniem jego miejsca w szeregu. Wszyscy wiedzieli, że KARAŚ prędzej zdecyduje się rzucić szkolenie, niż wykonać rozkaz mający na celu poniżenie podwładnego.”

A ponieważ KOMPETENCJA jest druga po Bogu – bardzo często kompetencje – swoje i twoje – będą testować. I gwarantuję ci, że terminów poprawkowych nie przewidziano. KOMPETENCJE są w cenie bo są wymierne i można na nie liczyć (o ile są). W przeciwieństwie do przyjaźni, sympatii czy obietnic. To właśnie dlatego najbogatsi zatrudniają mądrzejszych i lepszych (na danym odcinku) od siebie.

„Jeśli jesteś w jakiejkolwiek relacji z osobą ze wzorca agresywnego, wiedz, że będziesz testowany.” – ostrzega KESSLER.

Podsumowując tę teoretyczną część:

Siła, władza i możliwości są wynikiem SKUPIANIA ENERGII. Tym AGRESYWNY jest mistrzem jej mobilizowania a następnie wyrzucania na zewnątrz w kierunku przeszkody. Ludzi ci siedzą we flakach i to z flakami się konsultują.

„Jedną z najważniejszych różnic pomiędzy drapieżnikami a ofiarami drapieżników jest to, że drapieżniki potrafią utrzymywać JEDNOPUNKTOWE SKUPIENIE na tym czego chcą [a nie na tym czego nie chcą – w czym specjalizują się ich ofiary – RM] (…) Ta lekko napięta obecność osoby z typu agresywnego [wtedy kiedy stawki idą w górę, niekoniecznie na co dzień – RM] przypomina właśnie tę zwierzęcą drapieżną jednopunktowość. Z tą jednak różnicą, że u takich ludzi, tak naprawdę zawsze chodzi o strategię przetrwania. Drapieżne zwierzęta są jednopunktowe tylko wtedy kiedy polują i rozluźniają się gdy odpoczywają. U typu agresywnego, nigdy nie dochodzi do pełnego rozluźnienia, bo wewnętrznie ludzi ci nigdy nie czują się do końca bezpieczni.”

Oto sekret tego, dlaczego u większości tego typu ludzi sukcesu terapie często kończą się spadkiem performanance’u. A skoro jesteśmy już przy ludzkich drapieżnikach, pora zajrzeć pod maskę Roberta KARASIA, co znacznie ułatwił nam swoją książką „ROBERT KARAŚ – MOJA SIŁA.”

OPĘTANIA, DEMONY i tryb PSYCHOPATYCZNY

„Jedna półkula w mózgu chroni nas przed zagrożeniami dla zdrowia i życia. Dlatego przy skrajnym zmęczeniu i ekstremalnych warunkach klimatycznych ta półkula (…) podpowiada nam: odpuść, zejdź z trasy. Druga półkula podpowiada coś przeciwnego: nie odpuszczaj, walcz do końca, do mety jest niedaleko.” – mówi w rozmowie z GAZETA.PL profesor CHMURA, specjalista od fizjologii wysiłku fizycznego, który sam zaczął biegać maratony w młodzieńczym wieku 63 lat.

„Tolerancja zmęczenia w ośrodkowym układzie nerwowym jest znacznie większa niż w mięśniach. Sportowcy często są przekonani, że ból piekących mięśni jest ostatecznym sygnałem do zatrzymania się. Ja bym jednak wtedy przypomniał, że to mięśnie są na wyposażeniu mózgu, a nie odwrotnie.” – uśmiecha się profesor.

Pogodny prof. CHMURA (zdjęcia SPORT.PL)

A w KARASIU i KUBKOWSKIM uśmiecha się DEMON, bo to on właśnie, jest u nich reprezentacją tej drugiej półkuli mózgu – tej, która odpowiada za nie odpuszczanie i walkę do końca.

KARAŚ / GRASS:

„Wiem, że kiedy mój DEMON się odezwie i przejmie na chwilę stery, przestaję się bać czegokolwiek i kogokolwiek. Przestaję się bać śmierci. I wiem, że wygram (…)”

Mój DEMON, mimo wszystkich swoich negatywnych cech, dał mi też ODWAGĘ i MOŻLIWOŚĆ oszukiwania umysłu podczas najtrudniejszych kryzysów. Głowę oszukuję śmiercią. Czy jest większy ból niż śmierć najbliższych? Czym w takiej sytuacji jest chwilowy kryzys na zawodach, ból mięśni czy ściana, z która się zderzasz?! Jest nieznaczącym epizodem, o którym za chwilę nawet nie będziesz pamiętać. Pogrzeb twoich najbliższych to ból nie do zniesienia (…) Kiedy to sobie wyobrażam, zderzenie ze ścianą na zawodach wydaje się jakaś pierdoloną drobnostką. MÓJ MÓZG NIE MA PRAWA SIĘ TEMU PODDAĆ. Nie ma prawa wysłać sygnału do mięśni, żeby przestały pracować, bo coś mnie zabolało. Umysł ma wiele drzwi, które prowadzą do pomieszczeń słabości i zwątpienia. Można go oszukać, jak w zabawie w podchody zrobić żart PRZECIWNEJ DRUŻYNIE, poprzestawiać drogowskazy i zmienić drogę.”

„DEMON towarzyszy mi od dziecka. Jedną z pierwszych jego akcji pamiętam już z podstawówki. Miałem chyba 8 lat. Zbliżał się długo wyczekiwany wyjazd na zieloną szkołę. Byłem tym tak podekscytowany, że torbę spakowałem już tydzień wcześniej. (…) Radość trudna do opisania. Pech chciał, że na dzień przed wyjazdem pokłóciłem się z bratem, trochę się poszarpaliśmy.

– Przeproś brata! – rozkazał ojciec
– Nie przeproszę – odpowiedziałem
– Jeżeli nie przeprosisz, nie pojedziesz na zieloną szkołę (…)

Kiedy mój DEMON to usłyszał, postanowił zagrać tak samo:

– No to nie pojadę. Trudno.

Rano, kiedy mama odwoziła nas pod szkołę (…) podjęła ostatnią próbę ratowania sytuacji.

– Robert, przeproś – prosiła
– Nie! Nie przeproszę (…)

Zrezygnowałem z najważniejszej wycieczki życia (…) i dałem swojemu DEMONOWI pożywkę do kolejnych podszeptów.”

„(…) Dzisiaj nauczyłem się z nim współpracować, ale w przeszłości nie było tak łatwo. Pozwalałem mu gadać zdecydowanie więcej i dłużej, między innymi w szkole. Kiedyś nauczyciel postanowił mi ultimatum:

– Jeśli nie przyjdziesz na poprawkę z matmy, to nie zdasz do następnej klasy.
– No i chuj! – pomyślałem [bo myślę raczej zwięźle 🙂 🙂 🙂 – RM].

Oczami wyobraźni widziałem URADOWANEGO DEMONA, któremu właśnie dałem się pokierować. Do poprawki nie podszedłem. To były czasy kiedy tego DEMONA bardzo trudno mi było okiełznać. Dzisiaj CZASAMI ŚWIADOMIE dopuszczam go do głosu i doskonale wiem dlaczego. Jeszcze nigdy nie zrujnował mi życia. (…) finalnie otwierały się przede mną nowe możliwości (….) nigdy ostatecznie nie wyszło mi to na złe. DEMON NAUCZYŁ MNIE WYCHODZIĆ POZA STREFE KOMFORTU FIZYCZNEGO I EMOCJONALNEGO, ale pokazał też, że nie ma z nim żartów. Jak już lecę, to zawszę lecę na 100%. Trenuję na 100%, ścigam się na 100%, odpoczywam na 100%, jem i piję na 100%. Wszystko na maksa.”

„Poświęciłbym wiele miesięcy pracy i dał się wyrzucić z kursy tylko dlatego, że DEMON chciał, żebym wygrał męską grę w siedzenie na mrozie. Dla mnie byłoby to małe zwycięstwo, które wzmocniłoby mnie na całe życie, pokazało, że nie złamałem się i lecę po swoje – już nie w straży, z której najprawdopodobniej by mnie wyrzucili, gdybym nie stawił się na dyżurze podoficerskim, ale pewnie los posunąłby mi inna falę, na którą bym wskoczył.”

Czy ja coś kiedyś wspominałem o tym, że typy 'agresywne’ zrobią WSZYSTKO by nie być uzależnionymi od innych ludzi, by nie dać im na siebie przełożenia? Zwróć również uwagę, że w przeciwieństwie to większości, skorodowanej obawiam, lękami, poczuciem wstydu i wyrzutami sumienia, KARAŚ doszukuje się w swoich decyzjach słuszności. On ich NIE podważa. A może raczej, nie tyle interesuje go, czy jego decyzje są słuszne, co interesuje go CZYNIENIE ich słusznymi – jeśli nie od razu, to z perspektywy czasu.

Podobne „opętańcze” strategie stosował w fazie przygotowań do ULTRA BALTIC SWIM 22 Bartłomiej KUBKOWSKI. Zakładał sobie jakąś absolutnie pojebaną objętość treningową (na przykład dwa tysiące 50 metrowych basenów) i kiedy, powiedzmy w połowie, nie miał już siły (lub może raczej, kiedy ta pierwsza połówka mózgu sugerowała mu, że już jej nie ma) KosmoFoka odpalał swojego DEMONA, który  również – jak na DEMONA przystało – delektował się w śmierci najbliższych.

Więc Bartek wkręcał sobie coś w stylu – Jeśli nie zrobisz kolejnych 200 basenów, to umrze ktoś z najbliższych – i los ten czekał, po kolej, każdego liczącego się członka rodziny. W wyniku tej strategii, FOKA robił, po tym jak już rzekomo nie mógł, więcej niż do przywołania DEMONA.

W piosence YOU AIN’T SEEN NOTHING YET, zespołu BACHMAN TURNER OVERDRIVE pada tekst: „Uważam, że każdy rodzaj miłości to dobry rodzaj miłości, więc biorę co dają.” Podobnie jest w zarządzaniu swoim zmęczeniem. Jak DEMONY to DEMONY, ale jak nada się ANIOŁ, bo przyjmujesz każdy rodzaj pomocy.

I tak, na przykład, FOCE, po ponad 28 godzinach pływania bez przerwy skrzydeł (a może raczej, płetw) dodała informacja, że w zbiórce dla chorych dzieci suma wynosi już ponad 42 tysiące złotych. Albo, że jego partnerka, Justyna, jednak będzie czekała na niego na brzegu w Szwecji.

Nie ma znaczenia, co wrzucasz na opał – byle utrzymać ogień przy życiu.

EPILOG

„Moc tego wzorca wynika nie tyle z siły czy kompetencji tych ludzi, tylko z ich STALOWEJ WOLI. Ich tożsamość krąży wokół zdania 'JESTEM SWOJĄ WOLĄ’ [ci z czytających, którzy kupili mój najnowszy i najlepszy program BYĆ & MIEĆ i wiedzą, co to DEKLARACJE TOŻSAMOŚCI mogą dodać do swojej listy parę smaczków z tego wpisu – RM]. Głos wewnętrzny tych ludzi, gdy są głęboko we wzorcu, jest agresywny, ale agresja ta skierowana jest nie na siebie tylko na zewnątrz i przybiera zazwyczaj formę gniewu i ośmieszania.” – pisze KESSLER.

Mówiąc inaczej i prościej, ludzi ci, w przecieństwie do większości, nie myślą – „Coś ze mną jest nie tak” tylko „Coś z tym / z nimi jest nie tak”. Myślami nie tyle atakują siebie, co sytuację lub innych ludzi.

„Ludzi ci są agresywni, szukają władzy, szukają rywalizacji, szukają dominacji i są typowymi buntownikami” – podsumowuje KESSLER, a KARAŚ, w książce o osobie dodaje:

„Miałem charakter buntownika [tak jakby to się zmieniło… – RM] a nie grzecznego chłopca. W pewnym momencie życia robiem wszystko na przekór [patrz ADRENALINA – RM] by nie popadać w schematy, aby nie być jak inni: bezbarwni, poddający się stereotypom, nijacy. Denerwowało mnie przestrzeganie tradycji i pewnych rytualnych zachowań wbrew sobie, tylko dlatego, że zostało się tak wychowanym.”

„Chciałem żyć naturalnie, w zgodzie ze sobą mówić, co czuję i myślę, a także być szczerym wobec innych, nawet jeśli ta szczerość była brutalną prawdą o drugim człowieku. (…) NIE CHCĘ BYĆ JAK WSZYSCY. NIE CHCĘ ŻYĆ JAK KAŻDY. Mam swoją drogę, która podążam i cele, w które wierzę. Jeżeli się to komuś nie podoba, nie musimy na tym samym wózku jechać razem. Są przecież tysiące innych ciekawych ludzi, z którymi można poszukiwać wspólnej drogi, którymi można się inspirować i na których można się wzorować. NAJWAŻNIEJSZE JEST BYŚ SOBĄ  i czuć się szczęśliwym w tym, co się robi.”

Ale – jak widać – żeby być sobą i żeby czuć się szczęśliwym i spełnionym potrzeba czasem sięgać po pomoc do wyższej (lub niższej, jak kto woli) instancji – czyli do swojego DEMONA. Naród od lat słuchający czy czytający ZENJASKINIOWCA oczywiście wie o tym jak CIEMNA STRONA może pomagać nam w sukcesach.

Jednym z najważniejszych elementów przyuczania ludzi do życia w społeczeństwie jest pokazywanie im hierarchii oraz tego gdzie ich w tej hierarchii miejsce. Jednym z najważniejszych elementów osiągania sukcesu jest albo pokonywanie, kominowe, wielu szczebli tej hierarchii, albo całkowite jej odrzucenie. Zatem, do pewnego stopnia, nastawienie potrzebne do osiągania sukcesów jest aspołeczne i odwrotne od tego, co powszechnie obowiązuje. Świat bowiem – a może raczej – ludzie światem rządzący, chcą nas zastraszyć i onieśmielić.

I o ile Bartłomiej KUBKOWSKI i Robert KARAŚ prywatnie są innymi typami osobowości, to kiedy następuje czas mobilizacji i podejmowanie nadludzkich wyzwań, zupełnie jak w tym tekście GOGGINSA – stają się DIABŁAMI aby przejść przez piekło. A ponieważ ani jeden ani drugi nie mam zamiaru żyć w piekle non stop, wypuszczają go na wolność tylko w określonych warunkach.

Zaczynał od bycia trenerem, z małą ilością założeń ale silną tendencją do obserwacji. Bardzo szybko zauważył pewien fenomen: niektórzy sportowcy są świetni na treningu ale słabi podczas rywalizacji, inni dokładnie odwrotnie. Jako jeden z pierwszych zrozumiał, że najbardziej liczy się to, czego nie mogą pokazać nam ani kamery ani zdjęcia: poza samymi umiejętnościami technicznymi sportowca, najbardziej liczą się jego mentalne i emocjonalne procesy. Czyli to co w środku.

Został psychologiem, ale psychologiem sportowym bo interesowała go doskonałość i wyjątkowość a nie patologia i bezradność. Ze sportowcami zaczął pracować jeszcze we wczesnych latach 70-tych, kiedy i mentalny coach i sportowiec z nim współpracujący w oczach trenerów i działaczy uchodzili za świry i dziwolągi. Dziś, po ponad 40 latach, świrami i dziwolągami są ci, którzy z trenerem mentalnym nie pracują. Dzięki niemu, między innymi.

Dr Bob Rotella. Pracował dla ludzi z NBA (koszykówka), NFL (amerykański futbol), Major League Baseball, NASCAR (wyścigi samochodowe), amerykańskimi olimpijskimi narciarzami oraz jeźdźcami konnymi. Jednak najbardziej znany jest ze współpracy z golfistami:  „jego” zawodnicy i zawodniczki wygrali ponad 74 czołowe turnieje. To co ważne dla nas, to fakt, że golf, podobnie jak życie, jest dyscypliną dużo bardziej mentalną niż fizyczną, zatem to co sprawdza się w golfie sprawdzi się również w życiu osób, które mają ambicje sięgania po WIĘCEJ. (więcej…)

W jednym z komentarzy na moim kanale YouTube, ktoś zapytał mnie o alkohol i o sposoby radzenia sobie z nim. Oczywiście, dodać to muszę, nie jestem specjalistą, fachowcem czy macherem od tego czym są nałogi i jakie są sposoby radzenia sobie z nimi – więc jeżli uważasz, że masz problem (albo że możesz go mieć) skorzystaj z fachowej pomocy – cokolwiek to w tym wypadku ma oznaczać.

Ale skoro razem już tu jesteśmy, oto parę moich przemyśleń i doświadczeń dotyczących tego srogiego nauczyciela – Alkohola.

A zaczniemy od gościa, który często tutaj bywa – i nie, nie jest to William James. Zaczniemy od czcigodnego Friedricha Nietzsche (będzie go dziś sporo!) i od tego oto cytatu: (więcej…)

A więc jest 5 lipiec 1991 roku a my przenosimy się do Hood Canal, w USA. Tak, wiem, że nie wiesz gdzie jest Hood Canal, też nie wiedziałem, ale sobie sprawdziłem i teraz już razem wiemy, że to w stanie Washington, niedaleko Seattle. To tam swój letniskowy dom mieli rodzice Billa Gates’a a mama Billa – wtedy jeszcze nie najbogatszego człowieka na świecie (ale już na liście najbogatszych) postanowiła zaprosić na obiad Warrena Buffetta. Rzecz całkowicie normalna – czyja mama nie zaprasza na obiad miliardera, prawda?

Obaj panowie stanowili swoje przeciwieństwo – Buffett, który nie miał nawet komputera udawał, że bardzo chce przyjść a Gates, szef Microsoftu udawał, że jest zbyt zajęty aby się pojawić. Nie zmienia faktu, że do spotkania doszło. Mary Maxwell Gates, bo tak nazywała się mama, jak na panią domu przystało, zabawiała towarzystwo rozmową. W pewnym momencie zadała synowi Billowi i Panu gościu Warrenu, pytanie: Czemu zawdzięczacie swój ogromny sukces biznesowy, chopacy? (więcej…)

Jak w piosence niemalże: było ich trzech, w każdym z nich inna krew. Mowa o trzech głównych kotach psychoanalizy.

Pierwszy, najbardziej znany i najbardziej pojebany (może dlatego najbardziej znany) to Sigmund 'Zigi’ Freud. Psychoanaliza w jego wydaniu to porażka, nawet Woody Allen się naśmiewa, bo Zigi, w przeciwieństwie do swojego mentora, Josefa Breuera, był marniutkim hipnotyzerem więc to co było robione w transie postanowił przełożyć na zwykłe gadanie. Czyli zrobił wersję light i okrojoną. Co prawda nie działała, ale co tam –  imponuje fakt, że nigdy się nie poddawał i nigdy nie przestał w siebie wierzyć i sobie ufać: co przy ilości głupot które mówił, jest wyczynem imponującym. (więcej…)

Will i Ariel Durant za opisywanie 6 tysięcy lat naszej cywilizacji dostali nagrodę Pulitzera. Ludzie ciągle pytali ich – skoro historia lubi się powtarzać i skoro wiecie o niej tak wiele, jaka jest najważniejsza lekcja z historii? Ponieważ Państwo Durant mieli nie tylko wiedzę ale i niezależny ogląd sytuacji, warto na tę lekcję zwrócić uwagę.

Jaka jest więc najważniejsza lekcja z historii? (więcej…)

Regulamin | Polityka Prywatności


Copyrights 2022 © Rafał Mazur; Powered by Azantic