O odchudzaniu i utrzymywaniu wagi

PrzedPoWiększość z tych, którzy zaczynają to teraz czytać może od razu sobie odpuścić. Z paru powodów. Po pierwsze to nie będzie tekst pod tytułem „poczuj się dobrze”. Jeśli szukasz współczucia i zrozumienia, poszukaj gdzie indziej.

Po drugie, nie będzie tu rozpisanego żadnego menu ani podanej magicznej metody. Odchudzanie i utrzymywanie wagi sprowadza się do biochemii i fizjologii – a w tych tematach nie da się wymyślać zbyt wiele nowego. Choć codziennie pojawia się kolejny, nowy pajac, twierdzący, że jednak można.

Po trzecie, celem tego tekstu jest Tobą wstrząsnąć – nie pogłaskać. Niczego nie sprzedaję, niczego nie oferuję – i będę pisał dokładnie tak jak czuję i co myślę. Potrzebujesz kopa, bo…

Masz nadwagę, bo jesteś słaby – to pierwsze założenie. Nie powinno się tak pisać, wiem, lepiej robić „transfer odpowiedzialności”. Nigdy nie mów, że to ich wina – to jedna z podstawowych zasad sprzedaży i marketingu (znam je, bo się marketingiem i sprzedażą zajmuję). Na czym polega Twoja słabość? Generalnie – na braku dyscypliny i ignorancji. I ja wiem, że w obecnym zalewie informacji trudno się połapać. Nie zmienia to faktu, że:

To Twoja wina – to założenie numer dwa. Jakiś debil kiedyś powiedział, że ignorancja jest zbawieniem. Owszem – dla kogoś, kto chce być ofiarą może i jest. Dla mnie ignorancja jest zagrożeniem życia. Dosłownie. Wiele osób i wiele biznesów dzień i noc pracuje nad tym, żeby coś Ci sprzedać. Tak już ten świat funkcjonuje. Jeśli nie bierzesz odpowiedzialności za siebie i swoje wybory, jeśli się nie wzmacniasz – dostajesz to na co zasługujesz.

Tak więc wiemy już, że nadwaga to Twoja wina oraz, że jest produktem Twojej słabości. Co stanowi poważny problem, dlatego, że:

skuteczne odchudzanie motywacja skuteczne odchudzanie motywacja

Odchudzanie to wojna. Bez jaj. Mówię całkiem serio. To jest dosłownie wojna. Chodzi bezpośrednio o Twoje życie. To nie są wczasy. Przy czym jest to wojna, którą musisz toczyć na paru frontach:

  • wojna wewnętrzna – ze słabościami + ignorancją
  • wojna zewnętrzna – z siłami Natury + innymi ludźmi

Tak więc to wojna i na tej wojnie karty ułożone są przeciwko Tobie. Co warto wiedzieć. Ja nie wierzę w siłę optymizmu i pozytywnego myślenia. Wierzę w siłę zrozumienia i dyscyplinę przygotowania się. Czy on właśnie napisał po raz drugi to słowo na „d”? Dyscyplina? Chryste…

Dokładnie to napisałem. Pozwól, ze dobiję Cię jeszcze bardziej.

Szacunek do samego siebie jest następstwem dyscypliny – generał Patton

Serio wierzysz w to, że możesz być żałosną, rozlazłą pizdą bez żadnego kręgosłupa i zasługiwać na swój własny szacunek? Że możesz się kochać bezwarunkowo?

Myślisz, że patrzę na swoje własne zdjęcie sprzed 25 kg i myślę: „Ale byłem uroczy misio, jaki pączuś!”? Chyba żartujesz. Patrzę na nie i myślę sobie: „Stary, kurwa, kto to? Co za żenada, jaki upadek. W jakim transie musiałem być, żeby do tego dopuścić.”

Oczywiście, nie tyle chodzi o trans co o słabość. Była – przy całej tej żenadzie – jedna rzecz, którą zawsze robiłem. Dwie w sumie. Jedna to taka, że wiedziałem, że to moja wina. Druga to taka, że zawsze interesowałem się – i to bardzo poważnie – odżywianiem. Co było mocno zabawne – gruby gość, który potrafił przegadać (z argumentami!) ludzi z Instytutu Żywności i Żywienia.

Dobra, wróćmy do Ciebie. Być może jesteś kobietą – miałem nawet ten post napisać z żeńskimi końcówkami, ale wtedy nie przetrawiliby tego faceci (są tacy wrażliwi…). Kolejna marketingowo-sprzedażowa zasada brzmi, żeby w komunikacji z kobietami nie używać metafor wojennych i sportowych. Dowcip polega na tym, że wojna nie jest tutaj żadną metaforą. To jest kluczowa rzecz do zrozumienia.

Jeśli nie zrozumiesz, że to wojna o najwyższą stawkę – życie, zdrowie, szacunek, status, kontrolę nad sobą i poczucie kontroli nad środowiskiem, szczęście (musiałem dodać to durne „szczęście”, może ten artykuł rozejdzie się dzięki temu nieco bardziej – tak do końca się z marketingowego zacięcia nie wykastrowałem :) – dopóki nie zrozumiesz, że wojna to walka, rywalizacja, konflikt, ból i strach – Twoje szanse są mizerne.

Zwycięstwo leży tam gdzie strach i ból.

Wszystko rodzi się z walki. Wojna jest ojcem powszechnym i królem – Heraklit

Nie da się być trochę w ciąży i nie da się prowadzić wojny na pół etatu. Ostatnio ktoś, kto poległ już po paru dniach odchudzania powiedział mi: „Ale to trudne!”. Jakby było łatwe, wszyscy byliby szczupli. Chcesz mi powiedzieć, że nie jesteś w stanie zrobić niczego wykraczającego poza poziom 5-latka?

Ludzie ciągle poszukują zewnętrznie odpowiedzi na pytania typu: jaka dieta jest najlepsza? Co jeść a czego nie? Co odchudza? Czy mam ćwiczyć? Jak i ile? Te pytania są drugorzędne. Nie twierdze, że nieważne – ważne, ale drugorzędne.

Najważniejsze pytania – na tej wojnie, bo to wojna, pamiętasz? – brzmią:

  • Ile emocjonalnego i fizycznego bólu jestem w stanie znieść?
  • Jaką cenę jestem gotów zapłacić?
  • Co mogę zrobić TERAZ, żeby mieć wyniki już JUTRO? (metaforycznie jutro)

To są właściwe pytania. Że nie brzmi to jakoś szczególnie optymistycznie? To właśnie to durne optymistyczne myślenie doprowadza do tego, że 95% ludzi się nie udaje. Że to będą wczasy. Że nie będzie poświęcenia, że nie będzie bólu. Zawsze jest cena. Płacisz za wszystko. Jedyny moment, w którym coś było – dla Ciebie – bez trudu, wkładu i bez rachunku nastąpił już dawno. Nazywał się poród. Twoja matka się nacierpiała, Ty miałeś darmową przepustkę. Od tego momentu płacisz za wszystko – bycie grubym, bycie chudym i wszystko ponad, pod i obok.

Podsumujmy dotychczasowe elementy, zanim przejdziemy do bardziej technicznej części (tak, będzie parę porad).

  • masz nadwagę, bo jesteś słaby
  • i to Twoja wina
  • odchudzanie to wojna
  • więc będzie cierpienie, ból i strach
  • w dodatku niemal wszystko ułożone jest przeciwko Tobie

Musisz usunąć słabość, ignorancję i zrozumieć, że wokół Ciebie toczy się gra – i jak to w grze – inni nie grają z myślą o Twoim interesie. Media powiedzą Ci każde gówno, które przyciągnie i utrzyma Twoją uwagę. Dzięki tej uwadze sprzedają reklamy.

Czas na kilka rzeczy, które sprawdziły się u mnie:

  • kalorie się liczą – sorry Winnetou, tak to wygląda. Co więcej, sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, dlatego, że
  • występują różnice osobnicze – to np. oznacza, że Ty możesz potrzebować kalorii dużo mniej niż ktoś inny o podobnej budowie i aktywności, albo to, że możesz inaczej reagować np. na te same ilości węglowodanów. Genetycy twierdzą, że każdy z nas jest inny – co wyjaśnia dlaczego coś może działać na mnie a nie działać na Ciebie. Czy to moment na wygodną wymówkę? Nie, to moment na eksperymenty.
  • im wyższa nadwaga tym gorsza tolerancja węglowodanów – to dlatego papugowanie diety po chudej modelce jest o dupę potłuc. Im więcej masz na sobie tłuszczu i im mniej ćwiczysz, tym gorzej znosisz węgle.
  • dbaj o masę mięśniową – utrata mięśni razem lub zamiast tłuszczu to totalny dramat. Jeśli nie ćwiczysz siłowo, nie jesz odpowiedniej ilości białka (i jeśli katujesz się aerobami) to właśnie Ci grozi. Dlaczego masa mięśniowa jest ważna? Bo w ruchu spala więcej kalorii. Podstawowym wskaźnikiem procesu starzenia jest utrata masy mięśniowej. Reszta leci potem jak domino. Im jesteś starszy, tym więcej siłowo masz ćwiczyć!
  • ruch to być człowiekiem – wiesz dlaczego masz dwie nogi a nie poruszasz się jak małpa? Dlatego, że dzięki temu możesz chodzić i biegać spalając o 2/3 kalorii mniej niż małpa. Jesteśmy ewolucyjnie stworzeni do tego, żeby się przemieszczać. Rozumiem, że nie każdy może biegać, ale chodzenie też jest formą aktywności.
  • unikaj kalorii w płynie – łatwiej coś wypić niż zjeść. Chudy aktor, Jared Leto, tyjąc do roli w filmie „Rodział 27” rozpuszczał lody w mikrofali i pił. Dlaczego? Dlatego, że nie byłby w stanie zjeść tyle, ile mógł wchłonąć pijać to samo.
    Zobacz sobie jego zdjęcia w necie. Porażające.
  • orzechy i pestki mają od cholery kalorii – wiem, że wyglądają niewinnie, plus przecież są takie zdrowe, prawda? 300g orzechów zaspokaja kaloryczne zapotrzebowanie większości dorosłych osób.
  • mała ilość posiłków i ograniczona różnorodność – mówiąc inaczej, ciągle jem prawie to samo. Im w równaniu mniej zmiennych, tym łatwiej nad nim zapanować.
  • nie jesteś piecem – tablice kaloryczne tablicami a organizm organizmem.

    Według tablic wygląda to tak:

    • 1g węglowodanów = 4 kcal
    • 1g białka = 4 kcal
    • 1g tłuszczu = 9kcal

    Realnie, w Twoim organizmie wygląda to tak:

    • 1g węglowodanów ok. 4kcal
    • 1g białka ok. 3-3,2 kcal
    • 1g tłuszczu ok. 9kcal (niektórzy twierdzą, że nawet do 11kcal)

    W skrócie – jak widać – białko różni się o 25-30% na naszą korzyść w porównaniu z tablicami. Dlatego u mnie sprawdziły się diety z wysoką ilością białka. Ustawiam je na poziomie 2.5-3g na 1kg beztłuszczowej masy ciała, czyli dla mnie jest to powiedzmy jakieś 130-150g białka dobowo.

Specjalnie nie opisuję tutaj tego, co robię. Ja znalazłem swój model, Twoim zadaniem jest odszukać Twój – pamiętając, że to wojna i nie będzie ani lekko ani łatwo. Plus – to dożywocie. Siły zła dopadną Cię jak tylko opuścisz gardę. Nie myśl więc tylko w kategorii diet – myśl w kategoriach zastąpienia nawyków złych nawykami dobrymi.

PS – o „głodzie” i byciu „głodnym”:

Nie masz pojęcia czym jest głód. Kiedy słyszę, jak ktoś skamle, że jest głodny bo przez dwie godziny nic nie jadł albo śniadanie przesunęło się o godzinę – mam ochotę fizycznie go zmasakrować. Co za bluźnierstwo! W trakcie tych paru lat robiłem, w ramach eksperymentów, głodówki dochodzące do 84 godzin i nawet wtedy nie miałem odwagi powiedzieć, że wiem co to głód. Spójrz w oczy ludziom, którzy z głodu umierają i powiedz im jak wielka krzywda Ci się dzieje. Kim ty kurwa jesteś? Przeżuwaczem, żeby zajmować się non stop jedzeniem, trawieniem i wydalaniem? Widzisz siebie jako krowę? Trochę godności!

Jest w tym – według mnie – coś słabego i niegodnego, ciągle sięgać po coś do jedzenia. Taka żałosna słabość. Bycie „głodnym” to bycie człowiekiem. To dlatego jestem przeciwnikiem koncepcji 4-6 (czy więcej) posiłków dziennie. Ta koncepcja, pompowana od tylu lat, wzięła się ze środowiska kulturystów, którzy w latach 70-90-tych byli jedyną grupą, która miała realne pojęcie o żywieniu. Ale oni mają tak ogromne zapotrzebowanie na kalorie i białko, że rozbicie powiedzmy 6000 kcal i 300g białka na 6 posiłków ma sens.

Większość odchudzających się ma zapotrzebowanie poniżej 2000kcal – rozbijanie tego na 4-6 posiłków jest śmieszne.

Ja jem dwa. Obiad i kolacja. Żadnego podjadania pomiędzy. Około 18 godzin w ciągu doby nie jem niczego.

Amerykański generał Stanley McChrystal, były głównodowodzący wojsk USA i NATO w Afganistanie oraz były Szef Operacji Specjalnych je tylko jeden posiłek dziennie – kolację. Rano biega 10-13km a potem funkcjonuje cały dzień bez jedzenia – aż do nocy. Zaskoczony dziennikarz wspomniał, że większość nie dałaby tak rady: „Bo jesteście słabi” wycedził McChrystal.

Nie podoba Ci się przykład militarny? Budda też jadł raz dziennie.

Powodzenia.

TO CO UKRYTE, W KOŃCU STAŁO SIĘ JAWNE…
Poznaj metody, które dają siłę najlepszym

Ten program da Ci:

  • POCZUCIE MOCY
  • POCZUCIE KONTROLI
  • POCZUCIE SKUTECZNOŚCI

W CAŁOŚCI oparty o sprawdzone w praktyce metody
najlepszych mentalnych trenerów na świecie!

Dowiesz się jak:

  • Określić swoją życiową FILOZOFIĘ
  • Przełożyć tę filozofię na Twoją MISJĘ
  • Rozbić tę misję na działające PROCESY
  • Przełożyć te procesy na Twoje ZWYCIĘSTWA

Najważniejsze korzyści wynikające z PANUJ & POSIADAJ:

  • WIĘCEJ PEWNOŚCI
  • mniej zagubienia
  • WIĘCEJ ZAUFANIA
  • mniej stresowania
  • WIĘCEJ WYGRYWANIA
  • mniej sabotowania

UWAGA – NIE KUPUJ jeśli nie masz zamiaru pracować nad sobą!

PANUJ & POSIADAJ to 121 minut nagrania + PDF z pełną transkrypcją

TO MÓJ NAJWAŻNIEJSZY I NAJSKUTECZNIEJSZY PROGRAM

Zostaw komentarz

11 Comments O odchudzaniu i utrzymywaniu wagi

  1. Rafath 14 listopada 2014 at 20:17

    92 kg, ale niewiasta była ;)
    Ja nigdy problemów z wagą nie miałem (chociaż zwykle chciałem ważyć więcej), ale sporo ćwiczę i potrzebowałem dietę dostosowaną do moich potrzeb. Generalnie jest to coś blisko paleo i trochę kwaśniewskiego, ale bez dogmatów, natomiast węgle jem tylko w okolicach okołotreningowych. Diety stały sie religiami ze swoimi wyznawcami zaciekle zwalczającymi inne podejścia, ale widzę po sobie, że odstawienie węgli i duże spożycie tłuszczów (szczególnie nasyconych) spowodowało, że się ładnie wyrzeźbiłem i czuję się znacznie lżej niż po płatkach, ryżach, kaszach, chlebie itp. Wiem, że ten komentarz nie dotyczy meritum artykułu, ale „daję swoje świadectwo”, może kogoś to zainspiruje ;)

    Reply
    1. Rafał Mazur 14 listopada 2014 at 21:52

      Dzięki.
      Większość tego co zrzuciłem, zrzuciłem na „niskich węglach” i wysokich nasyconych – w głębszej lub mniej głębokiej ketozie. Potem nastąpiły zmiany, ale potwierdzam, że to może być bardzo skuteczne.

      Reply
  2. Rafał Mazur 15 listopada 2014 at 12:52

    Parę osób w rozmowach czy w komentarzu wspomniało o „kompulsji” jedzenia.

    Zacznijmy od tego, żeby stworzyć – mechanicznie – odpowiednią strukturę. Kluczem jest tutaj fakt, że jako osoba gruba ŹLE znosisz węglowodany. To oznacza, że najprawdopodobniej będziesz musiał(a) je skrajnie obciąć. To pomoże – biochemicznie – w utrzymaniu glukozy/insuliny na w miarę stabilnym poziomie. Chociażby na poziomie fizjologii zmniejszysz napady „głodu” – głód napisałem w ” ” bo to co ludzie nazywają głodem obraża tych, którzy naprawdę go odczuwają. Dodałem w tym temacie PS w poście.

    Wywal a domu wszystko, czym lubisz się zażerać. Jeśli Cię napadnie, chociaż ruszyć dupę do najbliższego sklepu. Robi się zima, więc może po drodze przetrzeźwiejesz.

    Reply
  3. Marta 15 listopada 2014 at 20:00

    Niewiasta była i jest, niezmiennie ta sama, niezależnie od ilości kilogramów:>

    Reply
    1. Rafał Mazur 15 listopada 2014 at 20:03

      Mocą nadanego samemu sobie autorytetu potwierdzam powyższe oświadczenie :) PS – szczęściara :)
      R

      Reply
  4. Rafath 7 lutego 2015 at 21:36

    W wersji wideo mówiłeś, że jesz 2 posiłki dziennie, a równocześnie mówiłeś przy okazji innego podcastu, ze chudnac budujesz mase miesniowa. Rozumiem, ze nie jest kulturystyczne budowanie masy miesniowej, ale przy dwoch posilkach chyba musi byc cholernie trudno dostarczyc nadmiaru kalorii by powstaly nowe wlokna miesniowe..
    Staram sie ograniczac czestotliwosc jedzenia, glownie dlatego, by nie zaprzatac sobie jego przygotowaniem i spozywaniem glowy, natomiast przerwa 5 godzinna powoduje u mnie ssanie w zoladku, oslabienie, czasami bole glowy. Widac taka „glodowka” mi nie sluzy, ale moze masz jakies triki jak wydluzyc okres niejedzenia?

    Reply
    1. Rafał Mazur 7 lutego 2015 at 22:51

      Kulturystyka mnie nie interesuje. W wersji wideo powiedziałem błędnie, że jem 13-17 – chyba tak to powiedziałem. Chodziło mi 15-17. Nie wiem skąd mi się 13 wzięła. Czy możliwe jest budowanie masy mięśniowej w trybie 2-3 posiłków w oknie 6 godz przy niejedzeniu ok. 18? Tak. Poszukaj zdjęć dla „lean gains”. To też jest ciekawy artykuł: http://rippedbody.jp/simplifying-your-way-to-shreds/

      Ludzie którzy jedzą dużo węglowodanów – szczególnie na śniadanie (co jest głupim pomysłem jeśli ktoś chce się odchudzać) mają czasami problemy bo robią się głodni. Nie wiem jaki masz skład, ale najprostszym wyjściem jest jeść dużo białka, więcej tłuszczu a węglowodany wieczorem (tak, napisałem, że im później w ciągu dnia tym lepsza tolerancja węgli i lepszy sen). Ale najważniejsza porada brzmi: 7-10 dni i się przyzwyczaisz. Plus mocna kawa pomaga – ja pije naprawdę mocną kawę i piję jej sporo – nie dlatego, że potrzebuję, tylko lubię.

      Rafał

      Reply
  5. Rafath 7 lutego 2015 at 23:09

    Moja dieta to paleo (mało węgli, sporo białka, sporo tłuszczu, nabiał i zboża out) z jeszcze większą niż przeciętnie dla tej diety podażą tłuszczu dzięki temu jem znacznie rzadziej niż kiedy odżywiałem się normalnie, wychodzą trzy posiłki dziennie, ale podjadam między nimi (głównie orzechy i banany z olejem kokosowym, by spowolnić uwalnianie cukrów). Nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń co do sylwetki, nigdy nie miałem nawet minimalnej nadwagi, chociaż pracuję nad delikatnym zwiększeniem masy mięśniowej. Być może rzeczywiście kawa dawałaby mi dłuższe okno, muszę popróbować, aczkolwiek nigdy nie byłem fanem tego napoju.. ;)

    Reply
    1. Rafał Mazur 8 lutego 2015 at 07:47

      Ja podjadanie zaliczam do posiłku. Czyli jeśli jesz 3 x dziennie i 3 razy coś podjadasz – zaliczam to jako 6 posiłków :) U mnie wygląda to tak – powiedzmy jest godzina 16 – pierwszy posiłek (czasami to 15 ale częściej 17-18). Od czasu kiedy zaczynam jeść mam godzinne okno. Czyli godz 16 to obiad (niemal zawsze dużo mięsa plus jakieś warzywa, chyba że jem bez Marty, to wtedy bardzo dużo mięsa i bez warzyw LOL) – jeśli jakimś cudem jestem „niedojedzony” mam godzinę od rozpoczęcia na to, żeby jeszcze coś zjeść. Godzina 17 – koniec szansy na jedzenie. To samo powiedzmy o 21. Czas tylko do 22. A potem następna szansa o 16. Największa zaleta – poza wzmocnieniem fizycznym (nie jesz 18 godz dziennie więc organizm nie jest w ciągłej fazie trawienia – na co potrzeba ok 20-30% krwi, która musi spłynąć do układu trawienia) emocjonalnym i psychicznym to fakt, że szanujesz to co jesz. Bo jest mało szans.

      Reply
  6. Rafath 8 lutego 2015 at 10:04

    Niesamowite.. Ja rano po przebudzeniu czuję się jak ekshumowany, do 16 zdążyłbym już zaliczyć zgon kilka razy. Eksperymentowałem kiedyś z wypijaniem rano śmietanki 36% z dodatkiem kakao, to objętość niewielka a kupa kalorii i do 14 dawałem radę pociągnąć. Ciekaw jestem jak u Ciebie wygląda sprawa posiłków potreningowych, o ile trenujesz..

    Reply
    1. Rafał Mazur 8 lutego 2015 at 16:00

      Mój trening wygląda tak: 3 razy w tyg. biegam 10km (razem 30km) i 3-4 razy w tyg. ćwiczę siłowo (w tej chwili to jedynie podciąganie na drążku i pompki na poręczach). Razem daje to ok. 6-7 godz ćwiczeń tygodniowo. Jak tylko mogę ćwiczę PRZED pierwszym posiłkiem. Nie ma u mnie czegoś takiego jak posiłek potreningowy. Bo jem dwa razy dziennie. Czasami kończę ćwiczyć czy biegać powiedzmy o 13 a jem coś o 18. Czasami jem od razu po umyciu się bo jest już np. 16.

      Nie ma tu dla mnie żadnej filozofii – jem 2 razy dziennie i generalnie codziennie ćwiczę. A ćwiczę kiedy mogę. Np – dziś już jadłem kolo 15 ale jeszcze nie ćwiczyłem. Z kolej jutro wygląda, że będzie odwrotnie – pierwsze trening i dopiero koło 18 coś zjem.

      Ja nie twierdzę, że tak jest optymalnie. Nie mam pojęcia. Mówię tylko, że ja tak robię bo tak chcę. Tyle.

      Reply

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.